William Ricketts Sanctuary. Cierpienie Aborygenów wyryte w skale

Australia, Aborygeni, William Ricketts Sanctuary (Fot. Yewenyi / Foter)

Aborygeni. Umysłowi arystokraci świata (według francuskiego antropologa Claude’a Levi-Strauss’a) i najbardziej skrzywdzeni ludzie na świecie (według antropologa dr Wojciecha Bębna). Nigdy nie usłyszeli „przepraszam”. Dopiero William Ricketts oddał im hołd… swoim sanktuarium. Wspaniałym i przejmująco realistycznym. Jakby to nie dłuto i zręczna dłoń artysty rzeźbiła te posągi, lecz prawdziwe cierpienie…

William Ricketts urodził się w Melbourne w 1898 roku. W 1934 r. kupił kawałek lasu w Górach Dandenong i założył w nim „Potter’s Sanctuary”. Ricketts był jak najbardziej białym Australijczykiem, ale poczuł głęboką więź z rdzennymi Australijczykami i spędził wiele czasu w centralnej Australii poznając życie tamtejszych Aborygenów. Swoje sanktuarium przekształcał stopniowo w miejsce sprzyjające wyciszeniu i duchowej odnowie umieszczając w nim galerię rzeźb ceramicznych, w większości przedstawiających postaci Aborygenów lub australijskich zwierząt. Galeria rzeźb osadzona została w scenerii wiktoriańskiego lasu deszczowego, wśród eukaliptusów Mountain Ash oraz paproci. Symbolika posągów nawiązuje do postaci cierpiących Aborygenów, białych zdobywców oraz zwierząt pozabijanych by zrobić miejsce dla miasta Melbourne.

William Ricketts Sanctuary (Fot. Yewenyi / Foter)
William Ricketts Sanctuary (Fot. Yewenyi / Foter)

Kiedy pod koniec XVIII wieku James Cook ogłosił odkryte tereny Australii własnością Korony Brytyjskiej, urządzono na nich kolonię karną dla angielskich więźniów. Rdzenną ludność wyparto na tereny nieurodzajne. Za pełnoprawnych obywateli, posiadających prawa wyborcze, uznano ich dopiero pod koniec lat 60. XX wieku. Sprowadzani z Europy więźniowie brali aborygeńskie kobiety, a potem pozostawiali je z dziećmi bez opieki. Po pewnym czasie Korona wprowadziła prawo, na mocy którego odbierano je matkom i umieszczano w sierocińcach. Rząd australijski próbował osiedlać Aborygenów, budując dla nich domy. Aborygeni są jednak nomadami i – zgodnie z ich zwyczajem – kiedy ktoś w domu umiera, jego mieszkańcy wyprowadzają się.

William Ricketts Sanctuary (Fot. Carlos_Y., Jupiter Firelyte / Foter)
William Ricketts Sanctuary (Fot. Carlos_Y., Jupiter Firelyte / Foter)

Obecnie Aborygeni to 600 tys. ludności wywodzącej się z kilkuset plemion. Tylko 10 proc. z nich żyje według dawnych zwyczajów. Przymusowa asymilacja zmusiła większość z nich do porzucenia tradycyjnego trybu życia i zamieszkania w dużych miast. W nowoczesnej cywilizacji czują się zagubieni, zatracają kulturową tożsamość i wielu z nich popada w alkoholizm (podobnie jak zamknięci w rezerwatach Indianie Ameryki Północnej). Podstawę ich życia od zawsze stanowiły więzy z ziemią. W zamierzchłej przeszłości panował „czas snu”, kiedy to cała przyroda wraz z człowiekiem była uśpiona w ziemi. Potem wszystko się zrodziło. Tak Aborygeni rozumieją początki świata. Dlatego do dziś każdy Aborygen żyjący według dawnych, plemiennych zasad przynajmniej raz w życiu musi wyruszyć na „wokabaut” – samotną wędrówkę, trwającą nawet kilka lat, w czasie której poznaje ziemię i symbolicznie „odradza” życie na niej. Bez tego przyroda by zginęła. Cook, nie mając pojęcia, w jaki sposób Aborygeni są związani ze swoją ziemią, odebrał im ją na zawsze…

William Ricketts Sanctuary (Fot. Novakreo / Foter)
William Ricketts Sanctuary (Fot. Novakreo / Foter)

(mm)

Related posts

Leave a Comment