Wakacyjna seksturystyka w Kambodży [REPORTAŻ]

Wakacyjna seksturystyka w Kambodży

Motorem niewolnictwa seksualnego w Azji są biali turyści oraz nieświadomie pracująca dla przestępców młodzież z państw bogatego zachodu. Witajcie w plażowym raju, gdzie drinki leją się wiadrami, a za 20 dolarów można zaspokoić najskrytsze pragnienia seksualne.

Parterowy, kryty trzciną dom nieopodal plaży w popularnym kambodżańskim kurorcie Sihanoukville. Skierowali nas tutaj miejscowi koledzy, którym zaznaczyłem, że hostel ma być tani. Nie dodałem jednak – tani w europejskim, nie zaś khmerskim słowa znaczeniu. Kilka pokoi do wynajęcia – razem pewnie z osiem. Wzięliśmy ostatni, podobno najlepszy. Cena – 2,5 dolara, warunki podłe, na podłodze materac, stary telewizor, zero mebli, zmasakrowana toaleta. Życie umilają hordy komarów oraz biegające po plecakach karaluchy. Mniej więcej po 10 minutach pobytu załapałem, że pozostałe pomieszczenia są na stałe zamieszkane przez ofiary azjatyckiego seksbiznesu.

Przy wejściu do budynku w dzień bawią się dzieci właścicieli, wieczorami grupa alfonsów na motorowerach dogląda tu swoich podopiecznych.

Prostytutki, zarówno te męskie, żeńskie, jak i obupłciowe mieszkają w pokojach bez łazienek. Do utrzymania higieny oraz załatwiania potrzeb fizjologicznych musi im wystarczyć wspólny, sprężony z dziurą klozetową prysznic. Naprzeciwko znajduje się jeden również wspólny dla wszystkich „pokoik spotkań”, atmosferę miejsca podkreślają stojące przed wszystkimi drzwiami dziewczęce buciki. Rozmiary obuwia małe, nawet jak na khmerskie warunki, czasami wręcz dziecięce.

Zaproszony przez zatrudnionego w seksbiznesie geja oraz władającą świetnym angielskim 30-letnią piękność wchodzę do pokoju.

Na kilku metrach kwadratowych znajdują się trzy materace i porozrzucane po podłodze ubrania.

– Ja jestem z Phnom Penh – mówi dziewczyna – On pochodzi z Takeo a ona – tutaj wzrok pada na schowaną pod kocem 14-latkę – jest miejscowa, z Sihanouville.

Rozmawiamy o wszystkim, o moim kraju, o ich życiu, o Europie. Świadom, że 34% lokalnych prostytutek jest zarażona wirusem HIV kilkukrotnie odmawiam skorzystania z usługi seksualnej. Stosunkowo tanio, ceny są zależne od pochodzenia klienta. Biali łapią się w drugim (po Khmerach) progu, czyli jakieś 20-30 USD. Więcej płacą Hindusi, Chińczycy i Arabowie (ponad 50 USD). Czarnoskórzy klienci muszą obejść się smakiem – raczej nie są obsługiwani.

– Dzisiaj mamy dzień wolny i możemy spędzić razem trochę czasu – zachęcała mnie dziewczyna.

– A ile masz dni wolnych w tygodniu?

– Jeden, pracujemy po dwanaście godzin na dobę.

Przed południem w gościńcu dzieje się niewiele. Rodzina właścicieli kręci się wokół kuchni i podwórka. Jest tak mniej więcej do godz. 17.00. Wtedy dziewczyny biegają po korytarzu w stanikach, myją się, perfumują, ubierają w zwiewne spódniczki. Siły niezbędnej do pracy dodaje im palenie ICE – lokalnej metaamfetaminy z siedmioprocentowym dodatkiem heroiny. Ten narkotyk uzależnia błyskawicznie, a stosunkowo wysoka w stosunku do zarobków cena kryształków (10 USD) sprawia, że jeszcze bardziej związują się z wykonywanym zawodem. Alfonsi zajmują się również dystrybucją narkotyków, waluty w której wypłacają dziewczynom pensje.

Nieopodal usytuowany jest komisariat policji turystycznej oraz słynna Serendipity Beach – plaża, która corocznie przyciąga tłumy zagranicznych turystów. Większość barów należy do obcokrajowców – Anglików, Australijczyków, Rosjan i Włochów. Są też takie, o których właścicielach wiadomo niewiele. Właśnie te kluby najbardziej przypominają zachodnie resorty, z głośną muzyką, tańcami, grami hazardowymi oraz darmowymi drinkami. Nie jest tajemnicą, że łapę na popularnym kurorcie trzyma rosyjska mafia, która chroni interesy wschodnioeuropejskich oligarchów.

Tego rodzaju bary zawsze poszukują pracowników z zachodu. Zakres obowiązków: tańczenie, gry, zabawa, rozdawanie ulotek, rotacyjna praca na barze. Co w zamian? Zakwaterowanie, jedzenie, drinki. Do środka zaprosiła mnie młoda Brytyjka.

– Z tą ulotką dostaniesz drugie piwo gratis

W barze około czterdziestu, w większości młodych obcokrajowców i mniej więcej drugie tyle lokalnych cór Koryntu. Didżej zabawia publiczność, ktoś nakręca drobne gry hazardowe, białe dziewczyny zachęcają do tańca. Po około trzech godzinach obserwacji oraz odganiania się od widocznie pobudzonych metaamfetaminą i często nieletnich prostytutek załapałem, że ponad połowę imprezowiczów stanowi zagraniczny personel lokalu.

– Ktoś wam płaci tylko za zabawę? – zagaduję nagabującą przed drzwiami przechodniów seksowną mulatkę z Australii?

– No nie, pracujemy jeszcze na barze i puszczamy muzykę.

– A co z tymi wszystkimi prostytutkami dookoła?

– To nie moja sprawa, do baru może wejść każdy.

Innego zdania jest jednak czterdziestoletni właściciel pobliskiej włoskiej pizzerii.

– U mnie nie ma prostytutek, bo się na to nie godzę. Jeśli gdzieś w lokalu namawiają na seks to znaczy, że właściciel czerpie z tego korzyści.

– Przemysł seksualny? – ciągnę temat

– Ja bym to raczej nazwał niewolnictwem

Wracając do „gościńca”, ponownie minąłem „bar wiecznie poszukujący personelu”. Tym razem ludzi było więcej i trochę bardziej pijanych. Słodka mulatka od ulotek aktualnie wcieliła się w rolę zaaferowanej hazardową gierką turystki. Część prostytutek już siedziała przy stolikach masowana w okolicach krocza przez napalonych Anglosasów. Po bokach w towarzystwie młodych, khmerskich dziewczyn emeryturą rozkoszowali się podstarzali Francuzi i Niemcy.

Jeszcze kilka godzin – pomyślałem – a moje „hostelowe sąsiadki” wrócą po pracy do domu, wezmą prysznic i pójdą spać. Ich zagraniczni klienci oraz biali naganiacze rozpoczną zaś kolejny dzień w plażowym raju – na kacu, w krainie zabawy, narkotyków i taniego seksu.

Paweł Bolek

Related posts

Leave a Comment