Mechoui (Fot. Adrian Scottow / Flickr)

Mechoui to pieczony nad ogniskiem udziec barani, podawany tradycyjnie w krajach Maghrebu podczas uroczystości rodzinnych, w okresie Święta Eid al-Adha lub na zakończenie ramadanu. Najlepiej smakuje oczywiście udziec pieczony w płomieniach wieczornego ogniska na pustyni. 3 godziny oczekiwania mijają dużo szybciej, gdyż czas tam płynie zupełnie inaczej. Nad nami bezkresne czarne niebo usiane gwiazdami, opowieści poganiaczy wielbłądów, piasek między zębami i w majtkach… i soczysty udziec barani. Warto żyć dla takich chwil. Tymczasem spadamy z gwiazd prosto do naszej kuchni i stwarzamy namiastkę nieba w gębie w czarnej, aczkolwiek bezgwiezdnej otchłani naszego piekarnika. Wszystko czego potrzebujesz to: udziec jagnięcy (oczywiście halal), 2 łyżki drobno posiekanychRead More →

Kiszone cytryny (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Kiszone cytryny to tradycyjny składnik kuchni marokańskiej, dodawany do taginów, jagnięciny czy sałatek. Mają niepowtarzalny smak, którego nie da się niczym zastąpić. To właśnie one tak połyskują pomiędzy stosami oliwek w marokańskich soukach. Kiszone cytryny możemy wykorzystać we wszystkich przepisach, w których występuje sok lub skórka z cytryny, dodać do kuskusu, warzywnego gulaszu, pieczonej ryby czy owoców morza. Wybierajcie raczej małe cytryn, gdyż łatwiej wejdą do słoika i bardziej będą przypominały odmianę wykorzystywaną do kiszenia w Maroku. Zwróć uwagę by owoce miały cienką skórkę. Cytryny możecie przed marynowaniem ponacinać (dwa prostopadłe cięcia na jednym lub na obu końcach cytryny) albo pokroić w plastry o grubościRead More →

Chebakia (Fot. ChrisGoldNY / Foter)

Chebakia to popularne w Maroku ciasteczka zanurzone w miodzie i sezamie. Obowiązkowe danie na ramadanowym stole. W różnych częściach Maroka może być różnie nazywane, przykładowo w Rabacie – mkharqa, w Fezie i w Oujda (Wadżda) – griwech, w Salé – el qli, w Ouezzane (Wazzan) – el hlou, a na północy Maroka – kwilech. Co będzie nam potrzebne? Do ciasta: 3 szklanki mąki pszennej, 2 łyżki cukru, szklanka mielonego sezamu, jajko, 0,5 kostki masła, 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia, 0,5 łyżeczki kurkumy, 0,5 łyżeczki mielonego anyżu, 0,5 łyżeczki mielonego cynamonu, szczypta szafranu Do syropu: 1 szklanka miodu lipowego, 2 łyżki wody z kwiatu pomarańczy, 0,5Read More →

Zaalouk. Marokańska pasta z bakłażanów (Fot. roboppy / Foter)

Zaalouk to marokańska pasta z bakłażana i pomidorów. Pasta… a właściwie sałatka. Bo tak jest przez Marokańczyków traktowana. Chociaż konsystencją to wyraźnie przypomina pastę. Jak zwał, tak zwał. Idealnie smakuje z pieczywem. Jeszcze lepiej jako dodatek do mięsnych taginów czy grillowanych ryb. Podaję przepis mojej teściowej. Potrzebujesz: 1 kg bakłażanów, 6 łyżek oliwy, 3 pomidory, 2 łyżki przecieru pomidorowego,  łyżeczka cukru, 3 ząbki czosnku, łyżeczka papryki słodkiej, łyżeczka mielonego kuminu, papryczka chilli, wyciśnięty sok z 1/2 cytryny, sól i pieprz do smaku Bakłażany pokrojone w plastry podsmaż na patelni albo zawinięte w folię aluminiową grilluj przez około pół godziny. Następnie ostudź i obierz ze skóry.Read More →

B'stilla (Fot. Kimberly Vardeman)

Dlaczego b’stilla jest serwowana tylko na specjalne okazje? Bo jest wyjątkowo pracochłonna. Ale przyznam, że warta zachodu, bo również wyjątkowo pyszna. Może połączenie mięsa ze słodkim ciastem posypanym cukrem pudrem nie brzmi zbyt zachęcająco. A jednak… Marokańczycy uwielbiają b’stillę i nie szczędzą czasu na jej przygotowanie. U nas w domu b’stilla pojawiła się tylko raz, jak do tej pory. Była to impreza z okazji narodzin naszego małego Muslimka. Na koniec przyjęcia, kiedy wszyscy goście się rozeszli, w kuchni rozegrała się nawet mała awantura o resztki b’stilli, które kucharka próbowała wynieść pod fartuchem… eh, sami widzicie, jak ważna dla Marokańczyków jest b’stilla 😉 Ale dość ględzeniaRead More →

Marokański baghrir (Fot. Evan Bench)

Niestety nie ma lekko i około 50 minut trzeba na to poświęcić… i to nie licząc czasu wyrastania ciasta. Ale wrażenia dla podniebienia gwarantowane! Baghrir to drożdżowe naleśniki z Maroka, charakteryzujące się mnóstwem małych dziurek na powierzchni. Nazywane też naleśnikami z tysiącem dziurek. Absorbują syrop z kwiatów pomarańczy jak gąbka, przez co są słodziutkie i pyszne! Ja szczególnie uwielbiam polane miodem lub syropem klonowym. Potrzebujemy: szklanka ciepłego mleka, pół szklanki letniej wody, 2 żółtka, pół szklanki mąki pszennej, szklanka kaszy manny (semolina), szczyptę soli, 3 łyżki cukru, 1,5 łyżeczki suchych drożdży, łyżeczka proszku do pieczenia. Teraz do dzieła: Drożdże i cukier zalewamy odrobiną ciepłej wody/mlekaRead More →

Marokańskie naleśniki malui (Fot. David Berkowitz)

Kocham marokańskie naleśniki! I jest to miłość od pierwszego wejrzenia i… ugryzienia. Maroko bez naleśników nie smakowałoby tak samo. A trzeba przyznać, że w tej dziedzinie Marokańczycy są po prostu mistrzami i znają 1001 różnych przepisów na 1001 nocy z pysznymi crêpes… Malui, msaman czy rghaïf (nazwa różni się w zależności od regionu; zatem malui zjemy w Kenitrze i na północy Maroka, msaman w Oujda a rghaïf w Fezie czy Rabacie) to moje ulubione (od kiedy się okazało, że beghrir nie jest jednak moją specjalnością i z przepisu na placki z 1001 dziurkami potrafię wyprodukować jedynie gumę arabską). Przepis (na 10 placków) jest dość prostyRead More →

Tagine z gołębiami (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Miarka się przebrała! List od rodziców idzie z Polski do Maroka już czwarty tydzień. Trzeba było znaleźć winnych i przykładnie ich ukarać. Jeśli przy okazji Wasze listy też zaginą lub ustanie pokój na całym świecie, to pewnie właśnie dlatego, że gołębie (pocztowe czy pokoju jest mi bez różnicy) wylądowały (wcale nie dobrowolnie) w naszym taginie… No bo co jest, kurcze blade?! 15 minut roboty i „stary” zadowolony 🙂 Najpierw 4 duże cebulki, potem 2 średnie kartofelki, zielona pietruszka, pomidorek, cytryna pokrojona w plasterki (najlepiej jednak obrana ze skórki bo zostaje gorzkawy posmak) i oliwki (im więcej tym lepiej). Całość posiekać wedle własnego uznania. I takRead More →

Couscous z warzywami (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Uwaga! Porządnie przyrządzony couscous (kuskus) to nie danie w 5 minut, jak zwykło się go serwować w Europie. Wymaga dużo więcej czasu i pracy, ale za to smakuje o niebo wyborniej, niż ta mdła mamałyga, jaką karmią nas polscy restauratorzy. Niestety, we wszystko trzeba włożyć trochę czasu i pracy. Ale czasami warto… Kuskus – po pierwsze – gotuje się na parze, ponad gotującym się mięsem i warzywami. To trochę trwa, ale tylko tak przygotowany kuskus jest naprawdę sypki, lekko puszysty i aromatyczny. Jeśli jednak upieracie się by zgodnie z instrukcją na opakowaniu po prostu zalać go wrzątkiem (profanacja kuskusu!) warto dodać do tej wody trochęRead More →

Tagine z suszonymi śliwkami i migdałami (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Mój Habibek lubi zaszaleć w kuchni. I całkiem dobrze mu to wychodzi. Dziś zdradzam przepis na jego popisowe danie – tagine z mięsem, suszonymi śliwkami, cynamonem i migdałami. Szybkie, łatwe, tanie i pyszne. Palce lizać! Sprawdziłam, że cynamon z powodzeniem można zastąpić miodem. Smak oczywiście będzie inny, ale równie atrakcyjny 🙂 Czego potrzebujesz? – 0,5 kg kurczaka lub żeberek – kilka łyżek oliwy – 1 kg cebuli – 5 łyżek cukru – 2 paczki mielonego cynamonu albo 100 g miodu – łyżeczka pieprzu – paczuszka suszonych śliwek (najlepiej bez pestek) – paczuszka migdałów – 2 łyżki ziaren sezamu Cebulę kroimy w krążki i wrzucamy naRead More →

Ślimaki (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Kiedyś o świcie, nieopodal grobowców Marynidów w Fezie, zobaczyłam gromadkę marokańskich dzieci z reklamówkami, chodzącą po mokrej jeszcze od rosy trawie. Nie bardzo wiedziałam w co się bawią. Im bardziej się nad tym zastanawiałam, tym bardziej nie miałam zielonego pojęcia. Postanowiłam więc je poobserwować. Trochę się zdziwiłam, kiedy odkryłam, że zbierają ślimaki. – Chyba ich nie jedzą, do wszystkich ulęgałek? – pomyślałam. Potem włócząc się po różnych sukach w medinie zauważyłam wielkie wiklinowe kosze pełne małych ślimaków, które wcale nie wydawały mi się już takie ślamazarne. Prężnie pięły się w górę, jedne po drugich (mimochodem przemknęło mi przez głowę, że po trupach), próbując uwolnić sięRead More →

Barania głowizna (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Głowę możesz kupić bez problemu na każdym marokańskim suku. Jeśli frajdę sprawi Ci przyrządzenie jej samodzielnie od początku do końca, polecam wybrać opcję jeszcze z sierścią. Mi nie chciało się bawić z ogniem, więc zdecydowałam się na głowę osmaloną. UWAGA! Oczy, zęby, język, nozdrza i uszy zostawiamy na swoim miejscu. Tutaj nic się nie może zmarnować… Głowę można ugotować również w wodzie. Tracimy jednak wtedy zbyt wiele z prawdziwego smaku i aromatu… Marokańczycy zwykle używają do tego celu specjalnego garnka zwanego kokotem. Nie ważne, czy wybierzesz parowar, czy zwykłą wkładkę do gotowania na parze, ważne żeby urządzenie spełniło swoją funkcję. Mięso będzie bardzo kleiste iRead More →

Sheep balls are natural Viagra in Morocco (Fot. Marta Marakchi © All rights reserved)

Dzisiaj odkrywamy przed Wami klejnoty marokańskiej kuchni. Duszone, smażone lub grillowane… baranie jaja dodają witalności seksualnej Marokańczykom i stawiają na nogi wycieńczone porodem Marokanki. Mam nadzieję, że uda mi się napisać tekst choć trochę kulinarny, a nie przeczyszczający. Choć pewnie sam widok tych baranich jąder przed przyrządzeniem działa zupełnie odwrotnie z moimi intencjami. W Maroku nic nie może się zmarnować. Zjada się baranie oczy, uszy… a nawet jądra. Sposób przyrządzenia jest dość prosty. Kroimy jądra na pół i panierujemy w przyprawach do grillowania (w zależności, co kto lubi). Ja akurat lubię na ostro więc dodałam dużo papryki. I na ruszt! W innej wersji możemy pokroićRead More →

Kawa po marokańsku (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Kawa jest w Maroku mniej popularna niż herbata. Zwykle pija się ją bardzo mocną, ale można poprosić o wrzątek do rozcieńczenia. Czarna kawa to kahwa kahla, kawa pół na pół z wodą i mlekiem to noss noss, a gdy mamy więcej kawy niż mleka to nazwiemy to cafe casse. Ale Maroko daleko, za oknem „lipcopadowe” chmury… kocyk, głowa pełna marzeń i filiżanka gorącej… kawy po marokańsku! Ta kawa przywodzi marokańskie wspomnienia (tylko te dobre). Potrzebne nam będą: łyżeczka zmielonego na pył palonego ziarna kawowego, kostka cukru, 100 ml wody, 1/2 łyżeczki wody różanej (dodać na samym końcu). Ale ja wolę ten przepis: filiżanka kawy, łyżeczkaRead More →