Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

„Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku” [RECENZJA]

Zdawało się, że po bestsellerowych „Sekretach urody Koreanek” nic już nie zostało do powiedzenia w tym temacie, a każda kolejna książka będzie tylko powielaniem tych samych informacji. Tymczasem, jak się okazało, pielęgnacja na sposób azjatycki to kopalnia bez dna… więc nawet jeśli masz już za sobą lekturę tej pierwszej, spokojnie możesz sięgnąć również po „Skórę. Azjatycką pielęgnację po polsku” Barbary Kwiatkowskiej. Książki te nie tylko się nie dublują, co wręcz uzupełniają. Ba, „Sekrety urody Koreanek” to dopiero wprowadzenie do świata kremów BB, maseczek w płachcie i kauczukowych

„Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku” to trochę wyższa szkoła jazdy. Zgłębiamy tajniki kwasów hialuronowych, retinolu i kawasów złuszczających… Ale co ważniejsze, uczymy się, jak samej dobierać kosmetyki odpowiednie dla naszej skóry, jak czytać składy chemiczne na opakowaniach oraz jakie kosmetyki można ze sobą łączyć i w jakiej kolejności to robić. Tradycyjna japońska metoda layeringu czyli nakładania wielu kosmetyków w odpowiedniej kolejnosci była dla mnie wielkim odkryciem i raczej na stałe wpisze się w mój codzienny plan pielęgnacyjny.

Obie książki są warte uwagi ale „Skóra” wydaje mi się o tyle ciekawsza, że prezentuje azjatyckie metody pielęgnacji dostosowane do potrzeb Polek, czyli do polskich warunków, polskiego klimatu i pór roku. Autorka podaje przykłady polskich kosmetyków, a nie koreańskich, jak czyni to ta pierwsza. To o tyle istotne, że są to kosmetyki łatwo dla nas dostępne. Nie trzeba ich sprowadzać z Korei, co czasami trwa nawet 2-3 miesiące. I mają zwykle ulotki w języku polskim, a nie w koreańskim. Szczerze mówiąc, po przetestowaniu wielu kosmetyków koreańskich uważam, że nasze polskie wcale nie są gorsze, a w wielu przypadkach nawet lepsze.

„Sekrety urody Koreanek” vs. „Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku”? Wolałabym nie wybierać, która lepsza i gorąco polecam obie. Bo tylko obie dają pełen obraz. W zasadzie to jeszcze nie pełny… Do pełnego obrazu brakuje nam jeszcze „Japanese Skincare Revolution: How to Have the Most Beautiful Skin of Your Life”. Ale o tym innym razem…

Marta El Marakchi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *