Ramadan a „teologia wyzwolenia”

Islam, ramadan (Fot. Uyghur Turkistan / Foter)

W latach 60. XX w., w szarpanej niepokojami społecznymi i politycznymi Ameryce Łacińskiej, narodził się nowy nurt teologiczny – „teologia wyzwolenia”. Głoszący ją księża uważali, że Jezus będąc w takiej jak oni sytuacji, stałby się rewolucjonistą. Teologia wyzwolenia opiera się na związku między teologią chrześcijańską (głównie katolicką) i aktywizmem politycznym, szczególnie w kwestiach sprawiedliwości społecznej i praw człowieka. Koncentruje się na osobie Jezusa postrzeganego jako wyzwoliciela przywracającego sprawiedliwość. Często do tej teologii wplatano elementy marksizmu. Znaczenie tego nurtu w Kościele katolickim zmalało odkąd został on potępiony przez papieża Jana Pawła II podczas jego pielgrzymki do Meksyku w 1979 r. Mimo to wciąż ma wielu entuzjastów, szczególnie wśród jezuitów. To tak krótko gwoli wstępu o samej teologii wyzwolenia. Zainteresowanym tematem polecam lekturę książki Ryszarda Kapuścińskiego „Chrystus z karabinem na ramieniu”. Ja jednak chciałam tu poruszyć trochę inny aspekt. Teologia wyzwolenia, choć wyłoniła się po Soborze Watykańskim II w Kościele katolickim, zdaje się być wpisana również w naturę innych religii – np. islamu.

Niektórzy muzułmanie interpretują swój post w ramadanie jako krytykę współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego i rozpatrują ów problem w aspekcie strukturalnym, opowiadając się za sprawiedliwym ładem gospodarczym na świecie. Post staje się w ten sposób symbolem muzułmańskiej „teologii wyzwolenia”. Muzułmańskie dzieci czytają w swych podręcznikach:

Gdy nic nie jemy, myślimy o ludziach biednych i potrzebujących, którzy często nie mają nic do jedzenia.

Zupełne przeciwieństwo dobrze znanego mi z dzieciństwa: „Zjedz wszystko bo dzieci w Afryce głodują” co zresztą wywoływało zwykle odwrotny skutek. Nigdy nie mogłam zrozumieć, jakim sposobem dzieciom w Afryce będzie lepiej przez to, że ja zjem więcej…

Według islamu dominacja ekonomii nad wszystkimi obszarami ludzkiej aktywności jest nie do zaakceptowania. Nie jesteśmy tu po to, by produkować coraz więcej, a świat traktować jak towar. Świadomość tego odnajdujemy w tradycjach religijnych, także w islamie. Muzułmańska teologia wyzwolenia istnieje od bardzo dawna. Wśród jej myślicieli, odnajdujemy takich, którzy już w XII w. tworzyli lekcje prawnego oporu oraz promowali sprawiedliwość. A nawet w XX w. pojawiali się pomiędzy nami reformatorzy. Jamal Din al Afghani jest jednym z przykładów. Jest myślicielem muzułmańskim, który rozwinął postawę oporu i wyzwolenia ludów. Nie mamy więc do czynienia z czymś nowym w religii muzułmańskiej.

Ubóstwo według Koranu to ani nasza zasługa, ani nasza hańba, pochodzi bowiem od samego Boga. Biada jednak bogatym, którzy nie wspomagają ubogich! Jedną z najważniejszych zasad postu w ramadanie jest obowiązek jałmużny. Jeśli nie zostanie on spełniony, post zostaje „zawieszony”, czyli nie może być przyjęty. Jałmużna może być symboliczna, np. wystarczy przekazać drobną kwotę na cel społeczny, pomóc osobom starszym, samotnym matkom lub uchodźcom.

Idea dobrowolnego ubóstwa jest obca wczesnemu islamowi, ale z biegiem czasu też się zmienia. Mistyka bardzo je ceni. Wielu sufich widziało w nim wartość duchową. Mistycy muzułmańscy na Zachodzie są określani jako „fakir” oraz „derwisz” (jedno i drugie oznacza człowieka ubogiego). Jednak ubóstwo nie jest celem samo w sobie, lecz stadium przejściowym do… zbawienia. W typowym dla mistyki „zaufaniu do Boga”, doszukiwano się niekiedy przyczyny zacofania gospodarczego krajów muzułmańskich. Ja jednak te przyczyny widzę zupełnie gdzie indziej. Kraje uchodzące dziś za najbardziej rozwinięte i najlepiej prosperujące doszły do tego kosztem innych państw. Nie przypadkiem najbogatsze kraje świata to dawniejsi kolonizatorzy, a kraje najbiedniejsze to dawne kolonie.

(mm)

Related posts

Leave a Comment