Sea devil (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Paella z filetami z „morskiego diabła”

Mój Hobi popełnił dziś niewybaczalny błąd, hi hi. Zabrał mnie ze sobą na zakupy do mojego ulubionego sklepu. Zorientował się, co zrobił, kiedy było już za późno… bo w naszym koszyku leżały już dwa mrożone gołębie i całkiem sporych rozmiarów płaszczka, a ja szalałam między regałami szukając byczych jąder.

Zdążył mnie wyciągnąć dosłownie w ostatniej chwili. Zauważył, jak chciwie patrzę na wielkiego rekina, ułożonego na kostkach lodu, złapał za rękę i mamrocząc coś pod nosem wyprowadził… bez rekina pod pachą, wrrr. Ale się nie obraziłam bo się zadowoliłam moją płaszczką. Moją pierwszą w życiu płaszczką!

Sea devil (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Sea devil (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Pan w sklepie był bardzo miły i chciał mi ją wypatroszyć i pokroić. Popatrzyłam na niego jak na świra. Moją płaszczkę? On chce kroić? Phi! Ja jej nawet nieść nie dam komuś innemu. A co dopiero nożem ciachać… Teraz żałuję tej decyzji. Panu na filmiku wypatroszenie płaszczki zajęło 2:44 minuty. Nam podobnie… tyle że godziny. Eh. A teraz oboje mamy ręce, jakby ktoś je potraktował tarką.

Hobi przez cały czas naszych zmagań z rybą strasznie stękał. W jego oczach czytałam: „Cholera, trzeba się było zgodzić na te bycze jądra. Miałbym spokój z tą zas**ną rybą”. Mi sprawiło to więcej radości. Uwielbiam takie „małe sekcje zwłok” (to chyba po mamie i chwała jej za to). Nie ma nic bardziej pasjonującego, jak sięgać, gdzie wzrok nie sięga… w odmęty rybiego ciała. Wsadzić jej palec do buzi i do oka, wymacać jak biegną kości, ości, chrząstki i mięśnie, pogrzebać w skrzelach. Hobi przygląda mi się z niedowierzaniem, jak z radością małego dziecka odkrywam każdą kwadraturę rybiego ciała. Kładę moją płaszczkę na plecy (choć kto wie, gdzie płaszczka ma plecy i czy w ogóle je ma), rozkładam ją na łopatki i wreszcie już nie drapie…

W końcu ryba nadaje się do dalszej obróbki i wreszcie przypomina jedzenie, a nie podwodnego stwora. Teraz już wystarczy tylko jeszcze bardziej upodobnić ją do czegoś jadalnego… chyba że ktoś lubi surowe mięso ryby.

Fillets of sea devil (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Fillets of sea devil (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Teraz wrzucamy na patelnię wszystko, co znajdziemy w lodówce: cebulę, pomidora, paprykę, bakłażana, cytrynę i kawałki ryby. Całość zalewamy wodą i dosypujemy ryż. Przyprawiamy do smaku. Mi najlepiej smakuje skropione dużą ilością soku z cytryny, ale co kto lubi… Gdyby nie ta cała zabawa z rybą, można by to nazwać daniem w 10 minut.

Paella z filetami z płaszczki (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Paella z filetami z płaszczki (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *