Mój nowy sąsiad

Kenitra (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Czasami mam wrażenie, że w Maroku specjalnie zastawia się na ulicach pułapki na ludzi. Taka naturalna selekcja. Najsłabsze osobniki muszą zginąć. Stracić oko na wystającym ze ściany pręcie, wpaść do wykopanej i niezabezpieczonej dziury, połamać się spadając ze stromego stopnia… i umrzeć. Jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to rządowy plan na rozwiązanie problemu bezrobocia i analfabetyzmu. Bo skoro wszyscy umrą, to i problem zniknie. Ale oni nie umierają. Tylko ja się cała poobijałam…

Ale ostatnio w Kenitrze zniknęły wszystkie dziury w drogach. W miejscu starych wypłowiałych szmat zawisły jaskrawo-czerwone flagi Maroka. Krawężniki pokryły się świeżą farbą. Fontanny przy dworcu ożyły po dziesięciu latach posuchy… Nawet wiadukt kolejowy, któremu wróżyłam rychłe zawalenie (razem z chodzącymi po nim ludźmi) nagle się naprawił. Ku mojemu zdziwieniu, w całym mieście wyrosły bujne drzewa (nie sadzonki, tylko od razu dorodne drzewa!). Brakowało jeszcze tylko, żeby zaczęli malować trawę na zielono… 😉 A to wszystko zaledwie w 3 dni. Co się stało?

Kilkadziesiąt metrów od nas, w willi gubernatora, zamieszkał Jego Wysokość Król Mohammed VI. Przyjechał do Kenitry z oficjalną wizytą… pierwszą od wielu lat (po tym, jak okoliczni wieśniacy obrzucili go pomidorami, uniósł się honorem i nie ciągnęło Go jakoś w te rejony). Królewski żal jednak w końcu przeminął i Jego Wysokość znowu nas zaszczycił swoją obecnością. Przyjechał uroczyście otworzyć meczet Jego własnego imienia (w mojej ocenie najpiękniejszy meczet w Kenitrze) i kilka innych inwestycji.

Kenitra. Meczet im. Mohammeda VI (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Kenitra. Meczet im. Mohammeda VI (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Wieczorem oglądamy w TV transmisję z kolejnego dnia wizyty (telewizyjne „Wiadomości” w Maroku zawsze rozpoczyna cykl „Dzień z życia Króla”; podejrzewam, że Marokańczycy nie mieliby większego problemu, żeby odtworzyć każdy jeden dzień Jego życia). Tłumy wiwatują, machają chorągiewkami, napierają na barierki… Zastanawiam się, czy my też możemy pójść i Mu pomachać, kiedy będzie przejeżdżał przez Kenitrę? Skąd oni wszyscy wiedzieli, którędy Król będzie jechał? Okazało się jednak, że to służby zgarniają ludzi z ulicy i zawożą autokarami w to miejsce, gdzie akurat będzie Król. Może mi się kiedyś trafi…

Mam nadzieję, że teraz Król będzie jak najczęściej do nas przyjeżdżał. Jego wizyty dobrze robią miastu… Podobno będziemy mieli nowego gubernatora 😉 Stary się nie sprawdził. Nie da się w 3 dni naprawić tego, czego się nie zrobiło przez lata. Vivat King Mohammed VI! Szkoda, że już pojechał. Robotnicy wykopują z korzeniami drzewa… pewnie je posadzą znowu w innym miejscu, gdzie akurat będzie przebywał Król. Znamy to z naszego własnego podwórka. Ja to jeszcze pamiętam. Moi rodzice też…

Related posts

Leave a Comment