Marguerite van Geldermalsen. Jak zostałam żoną jaskiniowca…

Żona Beduina

Jest bosko! Za oknem las, bębnienie deszczu o dachówki, kubek ciepłej kawy i książka. Ostatnio naszą „dziurę” odwiedził autobus z biblioteką objazdową. Myślałam, że to już prehistoria. A tu proszę 🙂

A bookmobile / mobile library (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
A bookmobile / mobile library (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Jak już wsiadłam i zamknęłam za sobą drzwi to najzwyczajniej w świecie odjechałam!!! Tyle ciekawych książek. Wszystkich niestety nie dam rady jednak przeczytać więc dzielę się z Wami tylko jedną – Married to a Bedouin (Żona Beduina).

Żona BeduinaCzęsto (a nawet bardzo często; zbyt często!) się zdarza, że ktoś ma ciekawe życie, ciekawą historię do opowiedzenia ale żadnego talentu literackiego. Na rynku wydawniczym namnożyło się w ostatnich latach książek napisanych przez największych grafomanów. Takie tam tramwajowe czytadła… I co ciekawe, książki te sprzedają się całkiem dobrze. Baaa, one stają się prawdziwymi hitami! Do tej kategorii zaliczam Kwiat pustyni, Białą Masajkę, wszystkie natchnione dzieła Paulo Coelho, a teraz do tego samego garnka wrzucam także Married to a Bedouin. Nie powiem, że nie warto jej przeczytać, choć od Joyce’a czy Prousta dzielą je całe lata świetlne. Mam na takie książki swój własny sposób. Szkoda mi czasu na studiowanie grafomańskich zapisów więc czytam je w oryginale – po angielsku. Dzięki temu czuję się poniekąd rozgrzeszona ze zmarnowanego czasu. Zawsze mogę użyć wygodnej wymówki, że szlifuję swój angielski. Angielski to język tak ograniczony i nieliteracki (przynajmniej moim zdaniem), że idealnie nadaje się do opowiadania takich właśnie historyjek.

Skoro już wiemy, do jakiej kategorii publikacja ta należy, to teraz trochę o samej książce i jej autorce. Nowozelandka pielęgniarka Marguerite van Geldermalsen i jej przyjaciółka podróżowały z plecakami po Grecji, Egipcie i Jordanii. I to właśnie w Jordanii zagaił do nich pewien beduiński sprzedawca pamiątek…

„Where are you staying?” the Bedouin asked. „Why you not stay with me tonight – in my cave?” He seemed enthusiastic – and we were looking for adventure. (tł. własne – „Gdzie się zatrzymałyście?” zapytał Beduin. „Czemu nie miałybyście zostać u mnie na noc – w mojej jaskini?” zaproponował entuzjastycznie – a my właśnie szukałyśmy przygody.)

I tak wszystko się zaczęło. Marguerite w 1978 roku poślubiła Beduina z Petry i zamieszkała z nim w jego… jaskini! Urodziła troje dzieci, nauczyła się arabskiego i przeszła na islam. Żonę współczesnego Flinstona w jej posiadłości wyrytej w skale odwiedziła nawet sama królowa Elżbieta II.

Na wiadomość, że Marguerite wychodzi za Beduina, jej przyjaciele pukali się w głowę. Najspokojniej zareagowali rodzice, którzy o wszystkim dowiedzieli się z listu, który dostali dwa miesiące po ślubie. Chociaż historie opowiadane przez Marguerite brzmią mi bardzo znajomo, dla osób w żaden sposób nie związanych ze światem i kulturą arabską będą z pewnością odkrywcze. Gorąco polecam… just for training your english 😉

I zabrali nas z zakurzonego i hałaśliwego namiotu w niewyobrażalnie piękne miejsce. Poszłyśmy za nimi do wąwozu oddalonego o jakąś minutę drogi od obozowiska i tam trafiliśmy na ukryte w krzakach oleandrów tajne przejście do innego świata. Ręcznie kuty w skale korytarz zawiódł nas wprost do złotej doliny z piaszczystym podłożem i sterczącymi nad nią skałami. To było jak przejście przez drzwi szafy z dziecięcych baśni. Od czasu do czasu dochodził nas huk weselnych wystrzałów na wiwat, ale na ogół panowała cisza. (…) kiedy Muhammad wiódł nas poprzez skaliste, zarośnięte krzewami oleandrów kaniony, zakochałam się w nim na zabój. Nie wiem, dlaczego podczas naszego pierwszego spotkania nie zauważyłam jego delikatnego uśmiechu i zmrużenia oczu, które teraz mnie zachwycały. (…) Żadnej polityki czy filozofii: tylko cudowny mężczyzna, który zaczynał dzień od modlitwy, błagając, aby był z niego dumny nie tylko Bóg, ale także rodzice, a potem pełen radości wychodził do pracy lekkim krokiem, potrząsając frędzlami mindila. Ja natomiast robiłam to, na co miałam ochotę… Czułam się po prostu szczęśliwa. (Fragment książki)

Więcej informacji znajdziecie na stronie: www.marriedtoabedouin.com

Related posts

Leave a Comment