Mahi Binebine. Marokański wyrzut sumienia

Mahi Binebine

Mahi Binebine to znany marokański malarz i pisarz, urodzony w Marrakechu w 1959 roku. Autor chętnie czerpie inspiracje ze swojego własnego życia i doświadczeń ludzi mu najbliższych. Dlatego jego sztuka jest wyjątkowo wiernym zwierciadłem smutnej marokańskiej rzeczywistości…

W jego pierwszej powieści Sleep of Slave, pierwszoosobowy narrator przypomina Dada, czarnej niewolnicy, która należała do rodziny Binebine’a i odegrała ważną rolę w dzieciństwie pisarza. Nocami, kiedy mały Mahi nie mógł zasnąć, ona opowiadała mu swoją historię… jak ona i jej brat zostali porwani przez handlarzy niewolników i sprzedani do niewoli w Maroku.

W swojej drugiej z kolei powieści Ostatniej Podróży Mamaya (niestety nie tłumaczona na język polski) autor nawiązuje do swojej własnej historii rodzinnej. Jego brat Aziz był jednym z młodych oficerów, którzy w 1971 roku wzięli udział w nieudanym zamachu stanu przeciwko królowi Hassanowi II. Przez 18 lat był więziony w obozie Tazmamart, w warunkach niewyobrażalnego upodlenia i brutalnie torturowany… Z 56 więźniów przeżyła tylko połowa – wśród nich właśnie Aziz Binebine. Ta książka jest również hołdem pisarza dla jego matki. Opuszczona przez męża kobieta samotnie wychowywała siedmioro dzieci – i to w patriarchalnym środowisku medyny w Marrakechu. W powieści Binebine stara kobieta przygotowuje się na śmierć i myśli o swoim synu, który być może już nie żyje… To, że Binebine jest również uznanym malarzem, tłumaczy niezwykłą plastyczność jego prozy w opisach postaci, ludzi i sytuacji. A dramat jego więzionego latami brata pobrzmiewa również w jego obrazach.

Mahi Binebine

Kolega Binebine’a – Tahar Ben Jelloun (również pisarz) usnuł z historii Aziza kanwę do swojej powieści To oślepiające nieobecne światło.

Powieść Ludożercy (ang. Welcome to Paradise), przedstawia marzenia Afrykańczyków o lepszym życiu w Europie. Fabuła tej książki wciąż trwa i dzieje się każdego dnia! Jest wciąż aktualna… do bólu! W minionym roku do Melilli (hiszpańskie miasto autonomiczne w Maroku) przedostało się nielegalnie łącznie 2200 ludzi. Na granicy eksklawy postawiono sześciometrowy płot z gęstej siatki, co uważano początkowo za przeszkodę nie do przebycia, ale uchodźcy forsowali ogrodzenie za pomocą haków wspinaczkowych i przytwierdzonych do podeszew obuwia gwoździ. Według różnych szacunków w pobliżu obu hiszpańskich północnoafrykańskich eksklaw – Ceuty i Melilli – przebywa od 30 do 80 tys. przybyszów z państw Afryki Subsaharyjskiej, czekających na okazję przedostania się do Europy. W ostatnich miesiącach pojawiło się tam także wielu uciekinierów z ogarniętej wojną domową Syrii.

Ludożercy, Mahi BinebineTytułowi ludożercy to symbol wyrzeczeń i cierpień, jakie są w stanie znieść nielegalni imigranci z Afryki Północnej, aby spełnić swoje marzenie i dostać się do Europy. Poznajemy sześciu mężczyzn z Mali, Algierii i Maroka oraz jedną kobietę z dzieckiem. Siedzą oni na plaży w Tangerze… ale nie opalają się. Czekają na sygnał rybackiego trawlera, który zabierze ich do „Raju” (hiszpańskiego Algeciras). Cała akcja rozgrywa się na owej plaży.

Kolejno poznajemy historie uciekinierów: Nuary, która z dzieckiem na ręku, wyrusza na poszukiwanie zaginionego we Francji męża, Kasima Dżudiego, Algierczyka, którego rodzina zginęła z rąk algierskich siepaczy, Pafadnama, który jedzie do Europy za chlebem, Jusufa, który stracił rodzinę po tym, jak jego ojciec uraczył ją chlebem pieczonym z kradzionej mąki wymieszanej z trutką na szczury, wreszcie głównego bohatera Azzuza, który z kuzynem Ridą wyruszają szukać w Europie lepszego życia.

Mahi Binebine ukazuje kontrast pomiędzy Europą, którą symbolizują odurzeni narkotykami hippisi z poplamionymi i sponiewieranymi paszportami, a Afryką, której mieszkańcy darzą paszport nabożnym kultem. Przy życiu utrzymują ich marzenia… o pracy pomywacza w hiszpańskim barze, robotnika w angielskiej fabryce… Od upragnionego Raju dzieli ich tylko morze. I w końcu to właśnie ono okaże się prawdziwym ludożercą, który pozbawi życia część z nich. A ci co przeżyją, nie skorzystają z lekcji, jakiej im udzieliło. Nadzieja i marzenia o lepszym życiu i ucieczce od biedy są silniejsze. Spróbują znowu…

W imię Boga (Les chevaux de dieu; ang. Horses of God)

Pewnego razu udałem się do Maroko Mall (największe centrum handlowe w Maroku), gdzie zatrzymałem się na godzinę przed wielkim akwarium morskim. Myślałem sobie, że ryby w tym wielkim słoju żyją lepiej niż my, w naszym chlewie – mówi dla al-monitor.com chłopiec z „ludzkiego wysypiska” Douar Tqalia (Tripeville), bidonville na obrzeżach Casablanki.

Obraz tego chłopaka, z nosem przyciśniętym do szyby, patrzącego i zazdroszczącego dobrze karmionym rybom, powraca do mnie z każdą kolejną kartką W imię Boga (Les chevaux de dieu; ang. Horses of God).

Książka doczekała się swojej ekranizacji, a wyreżyserowany przez Nabila Ayoucha film reprezentował Maroko w walce o Oscara. To wnikliwy portret młodych chłopców dorastających w slumsach Casablanki oraz droga ich przemiany w bojowników dżihadu.

Braci Hamida i Yachine poznajemy, gdy są zaledwie kilkulatkami. Pewny siebie i charyzmatyczny Hamid jest autorytetem dla młodszego i nieśmiałego Yachine. Kiedy podrosną, a Hamid wyjdzie po dwuletniej odsiadce z więzienia, dołączą do grupy ekstremalnych muzułmanów, planujących ataki bombowe. I to Yachine będzie bardziej gorliwym członkiem… To właśnie przez to, że całe życie czuł się gorszy, mniej doceniany, kiedy obaj trafiają do grupy terrorystów, Yachine tak bardzo chce być lepszy od Hamida. Rywalizację pomiędzy braćmi wykorzystują osoby dowodzące organizacją.

Film pokazuje, że u źródła zaangażowania w ruchy ekstremistyczne leżą bieda i religia (przygnębiający i fascynujący zarazem obraz marokańskich slumsów; to właśnie w tak biednym, hermetycznym środowisku najłatwiej jest znaleźć przyszłe ofiary manipulacji). A także, że terrorystami zostają zupełnie normalni ludzie, którzy w innych okolicznościach mogliby wieść zupełnie inne życie…

Related posts

Leave a Comment