Macierzyństwo a duchowa praktyka w buddyzmie

Macierzyństwo, rodzina, duchowa praktyka, buddyzm (Fot. eriktorner / Foter)

Dla wielu kobiet spełnienie się w roli żony i matki jest bardzo ważne. Niektóre z nich, zajmując się Dharmą, odkładają na dalszy plan dom, dzieci i rodzinę. Często jednak oznacza to dla nich rezygnację z własnego szczęścia. Nie trzeba wybierać między rodziną a buddyjską praktyką. Rodzinę należy potraktować jako antonim egoizmu i sprawdzian ślubowania bodhisattwy, a macierzyństwo jako nieustanną medytację nad życiem!

Sam postrzegam matki na bardzo wysokim poziomie. Będąc matką można z pewnością lepiej, niż w jakiejkolwiek innej sytuacji, praktykować wszystkie buddyjskie cnoty – cierpliwość, szczodrość czy też wytrwałość, można się doskonale rozwijać – mówi Lama Ole Nydhal.

Jeżeli dwoje ludzi pomaga sobie nawzajem w rozwoju, to nawet jeśli nie przyjęli oni błogosławieństwa z rąk duchowego mistrza buddyzmu, ich związek już jest pobłogosławiony. Jeżeli natomiast ograniczają się nawzajem więzami nadziei, obaw, oczekiwań i niechęci, ich związek jest bezowocny i „toksyczny”. Lama Ole Nydahl rozróżnia dwa rodzaje miłości: tą, która ubogaca i tą, która zuboża. Związek ludzi, którzy przez cały czas rozmyślają o przeszłości lub przyszłości, ciągle czegoś oczekują, starają się zabezpieczyć i wartościują innych według korzyści, jakie dzięki nim mogą odnieść – jest związkiem ludzi biednych. Drugi człowiek powinien być postrzegany jako partner w rozwoju – mówi Lama Ole. Kobieta i mężczyzna powinni się wszystkim ze sobą dzielić i cieszyć się z faktu bycia razem. Wówczas ich związek jest pełen błogosławieństwa.

Należy pamiętać – podkreślają mistrzowie buddyzmu – że dwoje ludzi żyjących w jednym związku, osobno się urodziło i najprawdopodobniej również osobno umrze. Możliwość wzrastania razem z inną ludzką istotą jest niezwykłą i wielką okazją do duchowego wzrostu. Jeżeli praktykujący skupi się na tym, co może innym z siebie dać, wszyscy zyskają, jeśli zaś będzie myślał o tym, co może zyskać, wszyscy stracą. Związek dwojga praktykujących musi funkcjonować w oparciu o bogactwo, musi mu towarzyszyć pragnienie rozwoju. Powinien opierać się na zasadzie „dynamicznej prawdy”. Zgodnie z nią ludzi chwali się za te cenne cechy, które chciałoby się w nich zobaczyć. Wówczas oni zobaczą je u siebie i rozwiną. Według buddyzmu rzeczy zmieniają się przez cały czas. Chociaż ludzie myślą, że postrzegają obiektywny świat, w rzeczywistości widzą swój własny umysł i własne projekcje. Dlatego – doradza Ole – ludzie powinni zadbać o to, by mieć miły umysł i miłe projekcje.

Bardzo ważne w udanym związku jest pożycie seksualne, któremu poświęcę więcej miejsca w dalszej części pracy. Poprzez aktywność seksualną człowiek czyni swojego partnera szczęśliwym. Dlatego należy myśleć o partnerze więcej niż o sobie. Prawdziwe szczęście wydarza się wtedy, kiedy zapomina się o sobie. Jeżeli naprawdę jest się nakierowanym na to, żeby uczynić partnera szczęśliwym, to sprawia się, że cały świat staje się coraz lepszy – w ten sposób coraz wspanialsze staje się również życie.

W związku dwojga ludzi, szczególnie jeśli mają oni dzieci, wszystko, co ponadosobiste, powinno być ważniejsze od tego, co osobiste. Tu nie ma miejsca na egoizm. Dobrze jest – doradza Ole – by rodzice wspólnie zajęli się czymś twórczym – może to być medytacja lub czynienie czegoś praktycznego dla innych. Zawsze powinni też być świadomi różnic między płciami. Kobiety łatwiej dostrzegają to, co wydarza się w wymiarze wewnętrznym. Mężczyzna potrafi z powodu silnego nawyku przez dłuższy czas biec w jednym kierunku, nie zauważając, że jego rozwój już ustał. Dlatego powinien traktować kobietę jak „barometr” – powinien od niej czerpać informacje na temat ich związku. Z drugiej strony mężczyzna jest bardziej stabilny. Nie ulega on tak łatwo emocjom i nastrojom, jak kobiety, które poprzez specyficzną dla nich wrażliwość, często popadają w skrajności. Mężczyzna potrafi się skoncentrować na samym działaniu. Kobieta zaś wciąż jest uwikłana w analizowanie i rozważanie, przez co ma trudności z powstrzymaniem myśli i kreowania swojego własnego wyobrażenia o rzeczywistości. Stąd jedno z najprostszych ćwiczeń medytacyjnych, polegające na „wyłączeniu” myślenia, kobietom zwykle sprawia dużo trudności.

Wiele kobiet praktykujących buddyzm zastanawia się, czy macierzyństwo nie przyczynia się w jakiś sposób do ich zniewolenia? Czy rodząc dziecko, nie skazują go na cierpienie w tym życiu, a także na uwikłanie w sansarę? Z drugiej jednak strony, dziecko nie miałoby szansy wyrwać się z tego koła ciągłych narodzin i śmierci, gdyby nie przyszło na świat. Odrodzenie się jako człowiek – jak podkreśla to Khandro Rinpoche w swojej książce pt. Nasze cenne ludzkie życie – to dla niego jedyna i niepowtarzalna okazja, żeby się wyzwolić i osiągnąć cel buddyjskiej praktyki – nirwanę. Wiele matek zdaje się jednak nie dostrzegać tej szansy, jaką dają swojemu potomstwu i skupiają się na przeświadczeniu, że skazują to nowe istnienie na pasmo cierpienia i udręk. Martwią się także, czy miłość do męża, do partnera, do dziecka nie odciąga od praktyki, nie oddala od ostatecznego wyzwolenia? Czy między partnerami nie tworzy się jakaś nić zależności i przywiązania? Zgodnie z nauczaniem buddyzmu odrodzenie się człowiekiem to jeden z największych darów, jaki można otrzymać od matki, gdyż tylko człowiek posiada odpowiednie predyspozycje i warunki ku temu, by dojść do Oświecenia. Dlatego wobec swojej matki i wszystkich poprzednich matek należy czuć niezmienną wdzięczność.

Posiadanie dziecka, jak nic innego, uczy współczucia i cierpliwości, otwarcia się na potrzeby drugiego człowieka. Bardzo przydatna może tu się okazać praktyka maitri, która zostanie szczegółowo omówiona nieco dalej. Maitri, czyli „miłującą życzliwość” porównuje się do zachowania samicy ptaka, która troszczy się o swoje potomstwo, aż nabierze ono sił, by samodzielnie odlecieć. Porównanie to wskazuje na bezwarunkową, niczym miłość matczyna, naturę maitri oraz na użyteczność tej praktyki dla wszystkich matek. Praktykująca buddystka jest tu przedstawiona zarówno jako kochająca matka, jak i niezaradne pisklę. Pisklęta są ślepe, niezdarne, rozpaczliwie potrzebują uwagi
i troski. Dorośli zaś są wzruszającym przykładem istot nie zawsze wspaniałomyślnych, a mimo to darzonych przez potomstwo miłością. Takie podejście wobec siebie i wobec innych jest podstawą, gdy ktoś chce nauczyć się kochać. Rodzice troszczą się o siebie i o swoje dzieci, gdy jeszcze zupełnie bezradne dopominają się karmienia, ale także wtedy, gdy są już starsze i bardziej obyte ze światem. Rozwijanie maitri to jedna z podstawowych praktyk każdego bodhisattwy.

Teoretycznie rzecz biorąc, kobietom powinno być łatwiej osiągnąć Oświecenie. Ich biologiczna funkcja, czyli możliwość rodzenia dzieci ukierunkowuje zainteresowania i energię. Często poświęcają się dzieciom i rodzinie bez reszty nie myśląc o sobie. Dzięki temu ich ego, czyli główna przeszkoda, nigdy nie urasta do poziomu obserwowanego u mężczyzn. Niestety, ta sama biologia w połączeniu z uwarunkowaniami społecznymi często sprawia, że przestają szukać celu w życiu, gdyż rodzina staje się tym głównym celem. Nie jest to oczywiście reguła. Z mężczyznami – twierdzi Ole Nydahl w wywiadzie z Tracewiczem – jest trochę inaczej. Ich energia sprawia, że ciągle poszukują czegoś nowego, są w ciągłym ruchu, ale działania, które wykonują od wieków stwarzają w nich przekonanie, że na tym polega typowa rola mężczyzny. Te koncepcje są przyczyną nadmiernego „rozdmuchania” ego, z którym nie każdy mężczyzna potrafi sobie poradzić.

Jak widać żadnej ze stron z osobna nie jest łatwo kroczyć po ścieżce duchowego doskonalenia. Ostatecznie jesteśmy sobie nawzajem potrzebni i jesteśmy jednością – przekonują buddyjscy mistrzowie. To właśnie ona, podświadomie wyczuwana jest powodem lgnięcia do płci przeciwnej i subtelną przyczyną powstawania uczucia miłości. Spory w tym udział ma też deficyt pewnych cech typowo męskich i typowo żeńskich. Subtelne poczucie braku tych cech w skrajnych przypadkach doprowadza do neurotycznego zauroczenia płcią przeciwną, które może stać się przyczyną odrodzenia właśnie w takiej płci.

Fakt bycia w małżeństwie jest dla kobiety wielką próbą. Żeby się przekonać, jaka jest jej duchowa praktyka, powinna się przyjrzeć swoim relacjom z najbliższymi. Tylko codzienne sytuacje małżeńskie, jak np. gniew partnera, dają kobiecie prawdziwą sposobność rozwijania w sobie pełnego miłości tzw. dobrze rozumianego współczucia. To również najlepszy i nieprzerwany sprawdzian, wskazujący na to, jak wywiązuje się ona ze ślubowania bodhisattwy – wyzwolenia wszystkich czujących istot, wcześniej niż samej siebie. Małżeństwo daje sposobność udzielenia codziennie odpowiedzi na pytanie: Co żona robi dla dobra wszystkich czujących istot i co robi dla dobra swoich najbliższych? Posiadanie partnera w buddyzmie to także możliwość wspólnego rozwoju poprzez seks tantryczny, czyli to, czego bez wątpienia pozbawione są mniszki.

Duchowy potencjał macierzyństwa ciągle jeszcze nie został wystarczająco doceniony przez buddystów, zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety, które często po założeniu rodziny, same sceptycznie traktują możliwość swojej dalszej duchowej praktyki. A przecież nikt – przekonuje buddyzm – nie ma lepszej okazji do medytacji nad życiem, jak tylko rodzice, obserwujący powstawanie i kształtowanie się nowego życia, biorący udział w procesie jego rozwoju i wzrastania. Punktem wyjścia może tu być także uznanie macierzyństwa jako przeciwieństwo samolubstwa i egoizmu. Lama Ole Nydahl zwraca też uwagę na fakt, że to właśnie kobiety przekazują najbardziej podstawowe z doświadczeń swoim dzieciom, poczynając od nauki chodzenia a kończąc na wtajemniczeniu w istotę ich wiary. Przekaz ten odbywa się w praktyce. Wszystkie te umiejętności kobiety przejęły od swoich matek i powielają ten wzór. Kobiety są więc – według Nydahla – „nośnikami” doświadczenia. Podczas gdy mężczyźni stale eksperymentują i udoskonalają, kobiety przenoszą to, co już zostało zrozumiane. Sztuka mentalnego uzdrawiania, odczucie świętości domu i przygotowywania jedzenia jako aktu duchowego, jednakowe traktowanie pieluch i bukietu polnych kwiatów – przekonują oświecone buddystki – wszystko to są potencjalne metody duchowych ćwiczeń dla matek. Ścieżka matki powinna otrzymać należne jej znaczenie, jako święta i pełna mocy ścieżka duchowa.

Related posts

Leave a Comment