Łowcy cmentarnych aniołów

Cmentarz ewangelicko-reformowany w Wrszawie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Kręci ich wszystko, co związane ze śmiercią. Zbierają fotografie mogił i zdjęcia z pogrzebów. Uprawiają tzw. „turystykę cmentarną”, kolekcjonują nagrobkowe medaliony i klepsydry. Z ludźmi takimi jak oni, spotykają się na internetowych forach i do późnych godzin nocnych rozmawiają… o cmentarzach nocą, snach o śmierci, jaką kto chciałby mieć trumnę (tę do spania, i tę do pochówku), a nawet… o seksie na cmentarzu!

Osamotnieni w swojej pasji szukają ludzi podobnych do siebie. Niekiedy do dyskusji włączy się ktoś, kto najwyraźniej zabłądził w sieci i znalazł się tam przypadkowo. – Zboczeńcy! Wszyscy się nadajecie do leczenia! – grzmi i złości się… bo nagle wdepnął w świat ludzi, których zrozumieć zupełnie nie potrafi.

Są groby, które znają i odwiedzają wszyscy, chociażby ze względu na sławę samego pogrzebanego. Tak np. na warszawskim Cmentarzu Północnym o każdej porze dnia można spotkać wielbicieli twórczości Edwarda Stachury, którzy grają na gitarach i śpiewają jego piosenki, a pod kamieniami zostawiają listy do zmarłego barda. Również na Powązkach trudno uraczyć samotności. Bo oprócz łowców pamiątek związanych ze zmarłymi sławami, ten stary cmentarz jednocześnie przyciąga inną grupę funeralnych włóczęgów – prawdziwych pasjonatów cmentarnej sztuki. Oni są najlepszym przykładem na to, że ze śmierci też można się śmiać! Czasami bawią się nią wręcz wyśmienicie – pisząc swoje testamenty bądź wybierając sobie swoją własną nagrobną inskrypcję. (np. “Za życia byłem DJ-em, więc zmieńcie mi czasem płytę”, “Nie bierz życia na serio, i tak nie wyjdziesz z tego żywy”, “Urodzona żeby umrzeć, umarła żeby zacząć żyć”)

Z aparatem na anioły

Jak dalece cmentarne hobby może wpłynąć na nasze życie? Jak bardzo można oswoić się ze śmiercią? Pokazuje to przykład Sławka Wróblewskiego (32 l.). Jeszcze jako uczeń podstawówki, na standardowe pytanie, co chciałby robić po skończeniu szkoły, nie odpowiadał jak jego rówieśnicy. On chciał zostać pracownikiem Domu Pogrzebowego. – To musi być cudowne przebywać wśród trumien, znać wszystkie rodzaje drewna, z jakich zostały wykonane, rozróżniać wszystkie granity, rozmawiać z rodzinami zmarłych, być cały czas tak blisko śmierci – opowiada rozmarzony. – Domy Pogrzebowe mają swoje niepisane zasady np. nie mówi się „Dzień Dobry”, bo dla tego, kto tam przychodzi, wcale nie jest on dobry. Zamiast tego mówi się „Witamy”. Chciałbym poznać te wszystkie niuanse – dodaje.

Cmentarz Prawosławny w Wrszawie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Cmentarz Prawosławny w Wrszawie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Te niuanse zgłębiła zapewne w każdym calu Beata Mróz, prawniczka z Warszawy, która pod kierunkiem językoznawcy prof. Jerzego Bralczyka napisała pracę magisterską na temat języka branży funeralnej. Beata odwiedziła dziesiątki zakładów pogrzebowych w Polsce, podsłuchiwała na cmentarzach. Zgromadzony przez nią materiał może być szokujący! Bo okazuje się, że w języku grabarzy wisielec to „brelok”, topielec to „boja”, trumna to „dębowa jesionka”, a zmarły to „sucharek” albo „kloc” (w zależności od gabarytów nieboszczyka) lub też „sztywniak” czy „skóra”. Pusta urna to dla nich „doniczka”, zaś pełna, przekazywana rodzinie po kremacji – „gorący kubek”. Rodziny, biegające po cmentarzach i usiłujące załatwić pogrzeb, to w branżowej nomenklaturze „kolędnicy” lub „Apacze” (od odpowiedzi: „A patrzę sobie na razie tylko na ceny”). – Wśród takiego zalewu prostactwa po prostu zdębiałam, kiedy w jednym z warszawskich domów pogrzebowych usłyszałam, jak pracownik umawia się na przyjazd po ciało z workiem. „Przyjedziemy do państwa z białym całunem” – oznajmił. Prawda, że wykwintnie? – opowiedziała Beata w grudniowym wywiadzie dla „Dziennika Łódzkiego”.

Cmentarz Powązkowski (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Cmentarz Powązkowski (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

U Joanny R. (26 l.) z Torunia fascynacja cmentarzami zaowocowała napisaniem pracy magisterskiej na temat nagrobków dziecięcych z XIX i początku XX wieku. Jak sama mówi, starała się je osadzić w kontekście literackim i znaleźć uzasadnienie dla pojawiania się takich właśnie a nie innych form. Swoją pracę poszerzyła o omówienie ówczesnego stosunku do dzieci. Dysertacja ta zwieńczyła jej studia z zakresu historii sztuki. – Jak byłam mała mieszkałam koło cmentarza i bardzo lubiłam nocą patrzeć na palące się na nim znicze – wspomina autorka. – Nigdy nie traktowałam cmentarza jako miejsce, którego należy się bać. Nigdy mnie też nie przygnębiał. Zawsze było to dla mnie miejsce spokoju i ciszy, gdzie można pobyć sam na sam ze swoimi myślami – opowiada. A najlepiej jej się rozmyśla na Starych Powązkach. – One mają taki swój niepowtarzalny klimat. Tam czas się zatrzymał. Za murami miasto i pędzące samochody. A za bramą już zupełnie inny świat – wyjaśnia.

Katarzyna Brykner z Warszawy o cmentarzach wie wszystko. Przemierza wąskie, cmentarne alejki i z aparatem fotograficznym pod pachą, niczym z siatką na motyle, tropi anioły. Ma już całą kolekcję ich zdjęć i nieustannie ją poszerza. – Te piękne, melancholijne postaci są najczęściej zamyślone, czasami płaczące. Przeważnie trzymają w dłoniach suche kwiaty, symbol nietrwałości i przemijania – opowiada. Jej fascynacja cmentarzami sięga jednak dużo głębiej. Kasia przepisuje również epitafia z nagrobków, zbiera informacje o śmierci w kulturze ludowej, czyta polską poezję funeralną i wszelkie książki o tej tematyce (najchętniej dzieła profesora J. Kolbuszewskiego).

Cmentarz ewangelicko-reformowany w Wrszawie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Cmentarz ewangelicko-reformowany w Wrszawie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Pawła Skuteckiego (33 l.), rzecznika prasowego wojewody Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego najczęściej można spotkać na Cmentarzu Bródnowskim. Stamtąd też pochodzi jego ulubione epitafium: Miłosierdzia, przebaczenia i dobroci Boskiej możemy oczekiwać tylko tu, na ziemi. Na sądzie ostatecznym będzie tylko sprawiedliwość. Ale nie wszyscy potrafią zrozumieć takie hobby. – Ludzie bardzo podejrzliwie patrzą na takich dziwaków, co biegają z aparatem po cmentarzu i pstrykają zdjęcia – żali się Paweł. – Ja mam na szczęście taką pracę, która stawia mnie trochę jakby na świeczniku. To niekiedy pomaga. Czasem ktoś mnie rozpozna i wtedy chętniej mi opowie, gdzie w okolicy można znaleźć jakiś stary, zarośnięty i zapomniany cmentarz.

Co ich najbardziej kręci?

Największe zainteresowanie pasjonatów cmentarzy budzą posągi aniołów, groby dzieci i samobójców oraz miejsca pochówku spoza tradycji chrześcijańskiej. W całej Polsce są tylko cztery cmentarze muzułmańskie – dwa na Podlasiu (w Bohonikach i w Kruszynianach) i dwa w Warszawie. Trudno więc dochować islamskiego prawa, zgodnie z którym, zmarłego należy pogrzebać tego samego dnia przed zmierzchem. Dużo więcej mamy cmentarzy żydowskich. Znaczna część z nich jest jednak potwornie zdewastowana i zwyczajnie zaniedbana. Macewy często są powywracane i pokryte swastykami. Kłopot też w tym, że strona polska nie traktuje żydowskich cmentarzy jak swoje i nikt nie finansuje ich renowacji. Spór o to, kto powinien się tym zająć trwa… a zabytki niszczeją.

Cmentarz w Wasilkowie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Cmentarz w Wasilkowie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Za jeden z największych rarytasów, obok Powązek, uważany jest zabytkowy cmentarz rzymsko-katolicki w Wasilkowie (woj. podlaskie). To dzieło księdza Wacława Rabczyńskiego z II połowy XIX wieku. Takie miejsce, to prawdziwy raj dla wielbicieli cmentarnej sztuki! Przy wejściu wita nas wyryta w kamieniu przestroga: Dziś jest człowiek, a jutro go nie ma, a skoro z oczu znika, rychło też z pamięci wypada. Na powierzchni 4,5 km znajduje się tu około 60 zabytkowych nagrobków (najstarszy z 1896 roku). Rzeźby nawiązują tematyką do Pasji i Zmartwychwstania Chrystusa i stanowią kontynuację Drogi Krzyżowej, usytuowanej w okolicach pobliskiego sanktuarium w Świętej Wodzie. Równie licznie występują tu posągi aniołów. Figury stojące najbliżej wejścia, zostały podświetlone. Nocą robi to naprawdę ogromne wrażenie, a apokaliptycznie brzmiące napisy z postumentów, nie pozwalają pozostać obojętnym: Trąba dziwny głos wydając, groby ziemskie przenikając, wszystkich wzbudzi pozywając. Wystrój cmentarza, na który składają się wspomniane rzeźby oraz mała architektura z bogactwem detali (starodrzew porastający teren, kolumnady oraz miniatury antycznych świątyń) to wszystko stwarza niepowtarzalną atmosferę tego miejsca – refleksji nad życiem i śmiercią. Wiele osób nie tylko odwiedza tu groby bliskich zmarłych, ale także szuka odosobnienia na modlitwę i przemyślenia… a pasjonaci cmentarnej sztuki z aparatami fotograficznymi tropią anioły.

Marta El Marakchi

Tekst publikowany na łamach miesięcznika funeralnego “Kultura Pogrzebu

Related posts

Leave a Comment