Kosmiczne podróże Małego Księcia

Mały Książę

Czy planeta Małego Księcia istnieje naprawdę? Czy faktycznie można na niej oglądać zachód słońca bez końca? A planeta pijaka, króla, bankiera…? Czy są? Gdzie one są? I Jakie są?

Mały Książę” to bajeczka (nie tylko dla dzieci). Ale nie wszystko w niej jest bajką. Co z tej mieszanki faktów i fantazji astronomicznych nosi znamiona prawdy?

W ten sposób dowiedziałem się drugiej ważnej rzeczy: że planeta, z której pochodził, niewiele była większa od zwykłego domu. Ta wiadomość nie zdziwiła mnie. Wiedziałem dobrze, że oprócz dużych planet, takich jak Ziemia, Jowisz, Mars, Wenus, którym nadano imiona, są setki innych, tak małych, że z wielkim trudem można je zobaczyć przy pomocy teleskopu. Kiedy astronom odkrywa którąś z nich, daje jej zamiast imienia numer. Nazywa ją na przykład gwiazdą 3251.

Planetki Małego Księcia krążą wokół Słońca po prawie kołowych orbitach – dalej od Słońca niż Mars, lecz bliżej niż Jowisz. W książce nazwane są one numerami, ale oprócz tego mają one swoje „imiona” (podobnie jak duże planety).

Planeta B-612 (Veronika), na której mieszkał Mały Książę wcale nie jest taka mała. Jej średnica wynosi około 40 km. Żeby okrążyć ją dookoła, Mały Książę musiałby maszerować ponad 125 m. I to dość wolnym krokiem…

Przyciąganie na tej planetce jest bardzo słabe i biegnąc z prędkością 20 km/godz. Mały Książę oderwałby się od powierzchni Veroniki i został jej księżycem. Małe przyciąganie grawitacyjne wiąże się z brakiem powietrza na tej planetce. Zatem hodowanie róż byłoby możliwe tam tylko pod specjalnym kloszem, który zatrzymywałby ciepło i powietrze, a także chronił przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym, które na Ziemi powstrzymuje warstwa ozonowa. Za to kosmiczne podróże nie sprawiłyby Małemu Księciu najmniejszej trudności. Wystarczyłoby, żeby dobrze się rozpędził i… odleciał.

Grunt na powierzchni Veroniki przypomina materię spadającą na Ziemię w postaci meteorytów nazywanych chondrytami węglistymi. Z wyglądu podobny do ziemskiej gleby. Zawiera nawet substancje, które umożliwiłyby wzrost róży Małego Księcia. Ale ta raczej nie przetrwałaby długo na tej planetce, chociażby ze względu na panujące tam straszliwe zimno. Choć autor przecież wspominał, że była zakatarzona… Czy były tam wulkany trudno powiedzieć. Jeśli były to wygasły ponad 4 mld lat temu. Przez owo zimno właśnie.

Pobliskie planetki, które odwiedził Mały Książę przed przybyciem na Ziemię, były przeważnie nieco większe od jego własnej. Planeta 325 (Haidelberg) – w książce zamieszkiwał na niej Król, w rzeczywistości była cała z metalicznego żelaza z dodatkiem niklu, pozbawiona wody i tlenu. Żelazo było inkrustowane śnieżnobiałymi kryształami enstatytu. Jej średnica wynosiła 78 km.

Zamieszkiwana przez Próżnego Planeta 326 (Tamara) miała średnicę 100 km. Podobnie jak planeta Małego Księcia i zamieszkiwana przez Latarnika Planeta 329 (Svea), pokryta była ziemistą glebą. Planetka Latarnika miała 80 km średnicy, czyli wcale nie tak mało. Ale obracała się ona dość szybko, więc Latarnik mógł mieć dużo pracy…

Największa była planeta Bankiera czyli Planeta 328 (Gudrun) o średnicy 120 km. Ta jednak była również najbardziej brudną planetą, gdyż w całości pokrywała ją czarna gleba.

Najmniejsza była planeta Pijaka – Planeta 327 (Columbia), licząca zaledwie 35 km średnicy. Cóż jednak to była za planeta!!! Cała pokryta skałami z białych i zielonkawych kryształów z błyszczącymi okruchami metalicznego żelaza. Szkoda że Pijak nie potrafił się upajać tym widokiem…

O planecie Geografa – Planecie 330 (Adalberta) wiemy najmniej. Właściwie chyba tylko tyle, że nie była w rzeczywistości ona tak duża, jak ją przedstawiał Antoine de Saint-Exupery.

Ale w czasach, gdy powstawała opowieść o Małym Księciu, w ogóle bardzo mało wiedziano o tych wszystkich planetkach. Widziano je przez teleskopy jako słabe gwiazdki i dlatego nazywano je także asteroidami, czyli podobnymi do gwiazd. W wyniku zderzeń między planetkami i zakłócającego przyciągania Jowisza, część odłamków odłupanych podczas tych zderzeń, znalazła się na orbitach prowadzących w okolice Ziemi. Takie odłamki skalne lub żelazne o średnicy od kilkudziesięciu do kilku tysięcy metrów, poruszające się po wydłużonych orbitach eliptycznych, raz zbliżające się do Słońca, jak ziemia, raz oddalające się, mógł wykorzystać Mały Książę do swoich kosmicznych, międzyplanetarnych podróży.  Przy ich użyciu mógł dostać się na Ziemię. Wystarczyło przeskoczyć na odłamek, kiedy był najbardziej oddalony od Słońca i zeskoczyć, kiedy był blisko Ziemi. Dlaczego jednak Mały Książę się nie spalił przelatując jak meteor przez ziemską atmosferę? No ale w końcu przecież żył na planecie bez tlenu, wystawiony na promieniowanie ultrafioletowe i straszliwe zimno. Z pewnością musiał on posiadać jakieś super moce…

Marta El Marakchi

Related posts

Leave a Comment