Kobiety Afryki. Obyczaje, tradycje, obrzędy, rytuały

Kobiety Afryki (Fot. Christoph Rupprecht / Flickr)

Nigeria, koniec lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Uwolniona od kolonializmu, pogrążona w wojnie domowej, zwaną Biafrańską. W Polsce panuje komuna, na półkowych sklepach znaleźć można jedynie ocet. W Afryce nie ma wody. Nie tylko tej do kąpieli, często nie ma nawet wody do picia. A upał niemiłosierny. W takich warunkach przyszło pracować naukowcom i pracownikom uniwersytetów, którzy wyjeżdżając m.in. do Afryki w ramach „handlu zagranicznego”, zasilali swoją kadrą nowo powstające uczelnie oraz instytucje naukowe. Ich podróże miały różną motywację: od czysto przygodowej, po rodzinne, finansowe na politycznych kończąc.

Autorka książki „Kobiety Afryki. Obyczaje, tradycje, obrzędy, rytuały” – Jadwiga Wojtczak-Jarosz wspomina, jak zetknięcie się z tak odmienną kulturą ma wpływ na człowieka z Europy oraz odwrotnie – jak cywilizacja zachodu jest odbierana przez Afrykańczyków – ludy plemienne, wzrastające często w tajemniczym świecie pogańskich wierzeń i ludowych tradycji.

Wyjechał zimą; w Afryce było lato. Ulokowano go w najlepszym hotelu w mieście. Miał wszelkie wygody i całodzienne utrzymanie. Tylko z wodą było kiepsko. Wszystkie koszty pokrywał Uniwersytet. W hotelu mieszkało już kilkanaście innych niedawno zatrudnionych na Uniwersytecie osób. Każda oczekiwała na przydział mieszkania. Osiedle uniwersyteckie właśnie rozbudowywano. Poszedł obejrzeć. Mężczyźni dyskutowali, czasami coś majstrowali przy budowie; maszyny mieszały cement, kobiety ładowały do misek żwir, piasek lub cement i dźwigały na głowach. Podnieść taką miskę nie było łatwo. Czasami znalazł się mężczyzna, który, przerywając rozmowę z kolegami, uprzejmie pomógł kobiecie dźwignąć miskę z ziemi i wsadzić na głowę. Przyjmowała to z wdzięcznością. Wiele kobiet nosiło dodatkowo niemowlęta przywiązane z tyłu chustą u pasa.

Część druga wydania „Kobiet Afryki…” jest zdecydowanie książką dla dorosłych. Autorka nie szczędzi nam wrażeń i opisów drastycznych scen, nieznacznie tylko złagodzonych w dialogach dzięki empatii dyskutantów, znanych nam już z pierwszej części oraz stosowanych przez nich fachowych medycznych określeń. Odwiedzając szpitale odkrywamy przed Czytelnikiem świat młodocianych prostytutek; ich młody wiek szokuje, chociaż jest tak charakterystyczny dla Afryki. W szpitalach większych ośrodków uniwersyteckich zauważyć można oznaki wielkiego postępu: są instytuty badawcze, pojawia się dobra aparatura do badań diagnostycznych i naukowych. Czytelnik może zaobserwować również pierwsze rozpoznawalne objawy AIDS w Afryce.

Related posts

Leave a Comment