Irina Tweedie – sufistka, która zgubiła samą siebie, by odnaleźć się w Bogu

Irina Tweedie (Fot. Youtube.com; ThinkingAllowedTV z dn. 31.08.2010)

Irina Tweedie (1907-1999) była Rosjanką. Po śmierci swojego męża, którą bardzo przeżyła, przeczytała w jakieś książce, że nie ma czegoś takiego jak śmierć, następuje jedynie zmiana świadomości. To zdanie sprawiło, że prawie 50-letnia kobieta nagle zapragnęła dokonać jakiejś zmiany w swoim życiu i rozpoczęła poszukiwania duchowe. Wstąpiła do Towarzystwa Teozoficznego. To okazało się jednak tylko drobnym kroczkiem na drodze, na którą właśnie wkroczyła. Poszukiwała dalej… Pojechała do Indii oraz w Himalaje. Tam znalazła swojego nauczyciela i guru – sufiego Bhai Sahiba.

Mistyczna podróż sufiego polega na odrzuceniu własnego „ja”, uwolnieniu się od więzów pragnień i oczyszczeniu woli. Uczeń musi zrezygnować z siebie, by dać się uformować Bogu. Musi zapomnieć o wszystkich zmartwieniach, a najgorszym z nich jest poczucie własnego „ja”.  Kiedy panuje nad tobą twoje własne „ja”, Bóg nie ma do ciebie dostępu i jesteście od siebie oddzieleni.  Od Boga dzieli cię tylko jeden krok, którym jest wyjście poza siebie. Kiedy dotrze do ciebie twoje nieistnienie, odnajdziesz w Bogu siebie samego.

Ale próby, jakim Bhai Sahib poddawał Irinę, wydawały jej się zbyt surowe. Bolało ją, że często nie pozwalano jej nawet wejść do pokoju guru i kazano siedzieć na zewnątrz, gdzie była smagana wiatrem i kurzem. Czuła się odrzucona. Z czasem doszedł wątek finansowy, bowiem Bhai Sahib przyjął ją jako uczennicę, ale pod warunkiem, że powierzy mu wszystkie swoje pieniądze. Kiedy potrzebowała funduszy, zwracał jej drobne sumy, czasami jednak zapominał i wtedy Irina głodowała i była zmuszona pożyczać pieniądze. Po 2 latach takiego życia, stosunki między Iriną a jej guru stały się wreszcie bardzo napięte i nie do zniesienia. Nabrzmiały wrzód pękł, gdy zwymyślała jego syna, który podczas przeprowadzki uszkodził jej szafę. Rozgniewany Bhai Sahib kazał jej wrócić na Zachód, nauczać oraz pisać. Irina nauczyła się już jednak, że lepiej nie starać się niczego rozumieć, a za to odczuwać jedność z rzeczami. Wiedziała już, że aby przyjąć głębszą wiedzę, trzeba przestać starać się porządkować wszystkie swoje doznania według wzorców narzuconych przez umysł.

Popadając w nawyki zadajesz sobie ból. Nigdy nie należy ranić uczuć innych ludzi i nigdy nie należy wyrabiać w sobie nawyków – na tym polega prawdziwa ahimsa. Wyrabiając w sobie nawyki, zniewalamy samych siebie. Zniewolenie jest ograniczeniem, a ograniczenie wiąże się z cierpieniem. Celem wszystkich praktyk duchowych jest wyrugowanie nawyków i złagodzenie sztywnych poglądów. Uwolnienie się od tego, sprawia, że zmienia się cały świat wokół nas i wreszcie, po raz pierwszy w życiu możemy się zachłysnąć prawdziwą wolnością.

Dążeniem każdego jogina jest kierować się tym, co bezczasowe i wieczne. Irina doszła do wniosku, że takie ukierunkowanie daje tajemnicza substancja znajdująca się w sercu ludzkości, która pobudzona przez miłość staje się intuicją. Ta substancja wypełnia esencję duszy, stanowi zmysł postrzegania lub błysk intuicji. Ścieżką rozwoju podróżuje właśnie ten zmysł postrzegania, nie jakaś osobowość, nie ty czy ja, nie nasz umysł. Człowiek rodzi się z dwoma pragnieniami. Wszystkich pozostałych nabywa później. Te dwa pragnienia to wola życia i wola oddawania czci.Wola oddawania czci jest właściwością miłości i przejawia się jako tęsknota (kobiecy aspekt kochania). Joga i medytacja odpowiadają kobiecemu aspektowi kochania. Tęsknota za Bogiem powoduje, że człowiek może wrócić tam, gdzie jest jego dom – do swojej duszy.

Gdy przestajemy ulegać sile naszej woli i chęci kształtowania warunków życia, dochodzimy do wielu spostrzeżeń, które do tej pory były dla nas ukryte. Bhai Sahib nazywał te spostrzeżenia Śladami. Aby uchwycić taki Ślad trzeba właściwie postępować i nie starać się go zrozumieć.

W systemie Bhai Sahiba rozumowanie odgrywa znikomą rolę. Łaski Bożej nie można pojąć, ona na nas spływa. Najistotniejsze jest płynące z miłości okiełznanie własnej woli. Łatwo jest powiedzieć „kocham cię”, ale trudno to urzeczywistnić i zrezygnować z własnego „ja”. Jeśli nauczysz się być niczym, jeśli wyrzekniesz się własnego „ja”, nigdy już tego nie stracisz. Kiedy Irina spytała swojego guru, jakie jest właściwe nastawienie umysłu, poprawił ją: Nie umysłu, lecz serca. Największą wagę ma bowiem otworzenie czakry serca. Człowiek, który kocha bezwarunkowo jednoczy się z całym światem, służy mu, niczego nie wyróżniając i stosownie do potrzeby. Miłość, która nie wymaga odwzajemnienia daje niezrównane zadowolenie i spokój.

Praktyka duchowa jest zmianą punktu widzenia. Rozwinięty w pełni zmysł postrzegania jest w stanie odróżnić prawdę od złudy i dobro od zła. Umysł jest zaś źródłem niewiedzy, takim naszym małym „ja”, które do niczego nie prowadzi. Jednym z najgorszych błędów jest litowanie się nad samym sobą. Zamiast rozczulać się, trzeba się całkowicie otworzyć. Człowiek powinien żyć tak, jak widziało go słońce (słoneczna linia Buddy, Chrystusa etc.) i nie powinien mieć żadnych sekretów ani wstydliwych spraw. Wówczas pozostaje mu tylko nicość, która jest największym spełnieniem. Wyciszony umysł wchodzi w inną przestrzeń. Wewnętrzne doświadczenia zdobywa się tylko w odmiennej przestrzeni, nie tej zwyczajnej.

Related posts

Leave a Comment