Irański Mikołajek

Abdolrahman Sattarpur, Chandan – lezzat bordan

Mikołajek w wersji irańskiej należy do pokolenia „Mniej dzieci – lepsze życie”. Jest oczkiem w głowie rodziców a szczególnie wąsiastego taty, w którym ma najlepszego przyjaciela. Rodzinę łączy wspólna pasja: książki wszelkiej maści. I właśnie czytania książka uczy małych Irańczyków, ale czyni to z Mikołajkową lekkością.

Kto widział Persepolis Marjane Satrapi przypomina sobie może scenę wyrywania z podręczników podobizn szacha zaraz po rewolucji. Szybko zastąpił je wizerunek imama Chomejniego, który z biegiem czasu zaczął się nawet lekko uśmiechać. Perskie podręczniki zawsze były na pierwszej linii frontu ideologicznego a wychowanie młodzieży kolejne władze traktowały z powagą godną ministra Giertycha. Na podstawowy podręcznik szkolny przygody Mikołajka raczej by się nie nadały, choć podręczniki są już równie kolorowe jak polskie. Doskonale natomiast sprawdzają się jako pomoc dydaktyczna do nauki czytania całymi wyrazami.

Mikołajek jest właściwie bohaterem wymarzonym do adaptacji w irańskie realia – jest dzieckiem, chodzi do niekoedukacyjnej szkoły a jego problemy są uniwersalne. Ponieważ bohater jest chłopcem odpada konieczność trochę zabawnego ubierania siedmiolatki w domowych pieleszach w chustkę. Chustkę nosi tylko mama, postać raczej drugoplanowa, która albo gotuje i serwuje posiłki, albo dochodzi się z synkiem wzywając ostatecznie na pomoc tatę; albo czyta.

Głównym bohaterem wyobraźni chłopca jest tata – zabawny łysawy grubas o krzaczastych wąsach zawsze gotów do zabawy, lektury książek syna i żartów. Chętnie przyłączy się do rysowania po dywanie, zapominając, że miał ukarać dziecko za brudzenie. Jest bohaterem kolegów syna i dżentelmenem, który bez słowa bierze rodzinę do restauracji, bo żona przypaliła zupę. Żeby uprzyjemnić synowi wizytę u fryzjera (dosłownie) stanie na głowie. Nie jest ślamazarny, jak jego francuski odpowiednik, i kiedy trzeba jasno pokazuje, kto w domu rządzi. Zawsze ma pod ręką rózgę, ale jako człowiek poukładany przenigdy nie zacznie wymierzać kary na podarte spodnie. Poczeka z egzekucją aż mama z nitką zrobią swoje. Francuski Mikołajek całe dni spędza z kolegami, irański najczęściej bawi się z tatą, albo w tatę – swój ideał. Jowialny ojciec jakby wbrew zabawnemu wyglądowi świetnie sobie ze wszystkim radzi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zabawne historyjki z jego udziałem mają wychowywać nie tylko dzieci, ale – żyłka dydaktyczna głęboko tkwi w Irańczykach. A ja się zastanawiam, czy Mikołajek, gdzie by nie mieszkał, nie wolałby taty, który czasem przećwiczy mu pupę, ale zawsze ma czas, by poskakać z nim w worku i pobawić się w kowboja niż poprawnego politycznie, zimnego jak ryba i widywanego w niedzielę…

dr Karolina Rakowiecka-Asgari

www.oknonairan.blogspot.co.uk

Related posts

Leave a Comment