Imię Róży. Rzecz o Małym Księciu

Antoine i Consuelo de Saint-Exupery

Czego nigdy nie chciałam wiedzieć o autorze mojej ulubionej książki? Będąc dorastającą dziewczynką zaczytywałam się historią przyjaźni małego chłopca z lisem. Marzyłam, że ktoś kiedyś mnie pokocha tak, jak on kochał swoją różę. Błędnie utożsamiałam z postacią Małego Księcia samego autora książki. Wydawało mi się, że coś tak wspaniałego mógł stworzyć tylko wspaniały człowiek. Kiedy runął mój mit wielkiego Exuperego, runął również mit Małego Księcia.

Do dziś trudno mi uwierzyć, że pokochałam tego człowieka i uwierzyłam w jego dobroć, nie znając go i nie wiedząc o nim nic. Ale wtedy byłam jeszcze dziewczynką, więc trzeba mi wybaczyć tę naiwność. Nie powinnam się czuć oszukana, gdyż „Mały Książę” to tylko bajka. Żal mój, skoro TYLKO BAJKĄ się okazał, jest więc poniekąd irracjonalny. Ale zacznijmy od początku.

Mały Książę zdemaskowany

Gdy po raz pierwszy czytałam „Małego Księcia” (jak dawno to było, nie wiem – czas ciągle wygrywa z moją pamięcią) myślałam sobie: „O drogi panie Exupery, jakież to okropnie niesprawiedliwe, że nie dane nam było żyć w tym samym czasie i tym samym miejscu. Ja bym pana kochała”. Takie tam dziecięce mrzonki… Kiedyś nawet napisałam do niego list. List, którego nie doręczy mu żaden listonosz, który umarł gdzieś na dnie mojej szuflady, w którym mu donosiłam, że Mały Książę wrócił. W nocy rozmyślałam, czy baranek zjadł różę. I chyba nawet życzyłam jej śmierci, skoro się z panem tak brzydko obeszła. Kochałam Małego Księcia. I pana – panie Exupery! Jakże okrutna musiała być ta kobieta, której dane było to szczęście… być z panem!

Ale prawdziwy Exupery wcale nie był przyjemnym panem. A już na pewno nie był romantyczny. Proponuję dla odmiany poczytać „Pamiętnik róży” – wspomnienia Consuelo de Saint Exupery. To była kobieta wielkiego serca i z całą pewnością wiedziała o miłości dużo więcej niż jej mąż. Ten o miłości tylko pięknie pisał.

Mały Książę wiecznie mały

Antoine nie miał lekkiego dzieciństwa. Kiedy miał 4 lata jego ojciec zmarł na zawał w dworcowej poczekalni. Ale czterolatek nigdy nie uwierzył, że to chore serce było przyczyną jego śmierci. Do końca życia podejrzewał, że ojciec miał syfilis. Obsesyjnie bał się, że to może być dziedziczne i regularnie się badał. Gdy miał 17 lat, na jego oczach zmarł jego młodszy brat – Francois. Mimo tak przykrych przeżyć z wczesnej młodości, Exupery robił wszystko, żeby tylko nie dorosnąć. Choć trudno ocenić, czy był to jego świadomy wybór, czy może raczej przymus. Do końca życia pozostał na utrzymaniu matki i szukał matek w innych kobietach. Jego romansem z Louise de Vilmorin (Loulou) żył cały Paryż! Przyszły pisarz zupełnie stracił dla niej głowę! Zrezygnował dla niej ze swojej największej pasji – latania. Zaczął prowadzić nudne życie księgowego. Zadłużył się po uszy, żeby tylko jego piękna wybranka mogła prowadzić dostatnie życie. Musiało go naprawdę zaboleć, kiedy go porzuciła. Załamany Exupery trafił do szpitala psychiatrycznego. Gdy wyszedł, był już innym człowiekiem. Lodołamaczem kobiecych serc! Rzucił się w wir romansów. Los mu zesłał Consuelo Gomez Carillo.

Ogrodnik przywrócił dobre imię Róży?

W wielu biografiach autorzy wypominają Consuelo, że była fatalną żoną. Chimeryczną i nadąsaną. Z lubością wspominają historię, jak przyjęła gości puszką sardynek. Grzebią w jej życiorysie jak w koszu na śmieci! Wyciągają same brudy! To nie ona była różą… Gdyby jej mąż hulaka, nie wpadał w środku nocy z niezapowiedzianymi gośćmi, pewnie lepiej by zaopatrzyła lodówkę! Strwoniła własne życie na stwarzanie mu odpowiednich warunków, żeby mógł się skupić i pisać. Ale on skupić się nie mógł… tak go zajmowały te wszystkie nieobyczajne panie, w których towarzystwie się prowadzał po mieście. Kiedy wreszcie zdecydował się odejść, uległ poważnemu wypadkowi. Od razu zatelegrafował do Consuelo, błagając, by przybiegła mu z pomocą. Ale kiedy tylko doszedł do siebie, po półrocznej rehabilitacji, przemówił dawnym głosem: „Przecież się rozstaliśmy, zapomniałaś?” To wszystko opisała „Róża” w swoich pamiętnikach. I nie kierowała nią chęć wybielenia samej siebie, zatuszowania win. Wierzyła, że świat ich nigdy nie ujrzy. Przed śmiercią powierzyła je swojemu ogrodnikowi z poleceniem, aby jej zniszczył. Na szczęście tego nie zrobił.

Panie Exupery! Jakie to szczęście nigdy pana nie spotkać! Nie kochać pana! I nie być nigdy przez pana kochaną!

W hołdzie Consuelo de Saint Exupery

Zobacz także:

Related posts

Leave a Comment