Sny o wolności. Lekcja marzenia z marokańską feministką Fatimą Mernissi

Fatima Mernissi

Pokazała, że „marzenia mogą zmienić życie człowieka, a w końcu i cały świat”. Jedna z najbardziej znanych w świecie islamu obrończyń praw kobiet. Dla mnie nie tylko wojowniczka… to mistyczka!

Fatima Mernissi to marokańska feministka, pisarka i socjolog. Urodziła się w Fezie w 1940 roku, w mieszczańskiej rodzinie. W 1957 roku studiowała nauki polityczne na Sorbonie i na Brandeis University, gdzie uzyskała doktorat. Wróciła do pracy na Uniwersytecie Mohammeda V w Rabacie, gdzie w latach 1974-1981 wykładała metodologię, socjologię rodziny i psychosocjologię. Na arenie międzynarodowej dała się poznać jako wielka, islamska feministka. Mernissi swoje zainteresowania skupia wokół islamu i roli, jaką historycznie odgrywały i odgrywają współcześnie w nim kobiety. Interesuje ją również analiza historyczna rozwoju myśli muzułmańskiej. Jej badania doprowadziły ją do wniosku, że podporządkowanie kobiet mężczyznom wynika tylko i wyłącznie z islamu… ale nie z Koranu! Dlatego też poddaje w wątpliwość zasadność niektórych hadisów. W 2003 roku Mernissi otrzymała przyznawaną dorocznie w Hiszpanii za znaczące osiągnięcia w dziedzinie nauk ścisłych, humanistycznych i spraw publicznych Nagrodę Księcia Asturii. Obecnie wykłada na Uniwersytecie Mohammeda V i na University Institute for Scientific Research w Rabacie. Do jej najważniejszych prac zaliczają się: „Islam and Democracy: Fear of the Modern World”, „Forgotten Queens of Islam”, „Scheherazade goes West”, „Islam, Gender and Social Change” oraz „Women’s rebellion & Islamic memory”.

W Polsce Fatima Mernissi jest znana głównie jako autorka autobiografii „Dzieciństwo w haremie. Sny o wolności”. Nie będę się rozpisywać nad walorami literackimi tej książki, bo ich zupełnie brak. Do Gombrowicza to jej daleko. Jednak nie po to, by się delektować stylem, po tę książkę sięgnęłam, ale dla samej historii… o kobiecej mądrości, jakiej nie daje żaden uniwersytet, o mądrości przekazywanej kobietom przez kobiety od pokoleń, o wrodzonej mądrości wszystkich kobiet. Kobiet, które wcale nie proszą o współczucie, ani chyba nawet go nie potrzebują. Bo życie w haremie nie jest tak straszne, jak to sobie wcześniej wyobrażałam (ciekawe, skąd to moje wyobrażenie się wzięło). Pan haremu to nie smok zionący ogniem (czemu takim go sobie wymyśliłam, doprawdy nie wiem), a i życie tych kobiet odgrodzonych od świata murem, nie jest przecież pasmem udręk i rozpaczy (choć tak byłoby dramatyczniej, ciekawiej i może właśnie w nadziei na to sięgnęłam po tę książkę). Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak znów się zgodzić z Sokratesem, uznać iż „wiem, że nic nie wiem” i zweryfikować wszystkie swoje poglądy o haremach.

Nie ma jednego haremu. Jest harem imperialny i rodzinny. Harem to również to, co zakazane. Mekka to też harem. To zarówno miejsce, jak i zamieszkujący je ludzie. Kobiety śniące o skrzydłach, ukradkiem słuchające radia i podjadające między posiłkami, walczące z hidżabem, buntujące się by pójść do kina na film o Asmahan czy Dananir, marzące o miłości jak z piosenek Abdelwahaaby, „odurzone marzeniami w kraju, który niszczy zarówno marzenia , jak i marzycielki”… Kobiety z zabandażowanymi kostkami i kuśtykające, skaczące pod osłoną nocy z balkonów… nie znające strachu, byle tylko wyrwać się na kilka godzin z haremu. Ale również kobiety, jak te, które we współczesnej Francji golą głowy na łyso, by zaprotestować przeciwko zakazowi noszenia chusty. Kobiety, w których sercach niewidzialne reguły qa’ida są wyryte na zawsze. My Europejczycy wrzucamy je wszystkie do jednego kotła i oblewamy obficie swoim współczuciem. Ale czy one go potrzebują? Czytając autobiografię Fatimy Mernissi nie raz poczułam wręcz ukłucie zazdrości. Bo te kobiety zamknięte za murami haremu w Fezie, i te odgrodzone od świata na farmie między Fezem a oceanem… posiadły życiową mądrość oraz swobodnie przepływający strumień hanan (ciepła serdeczność)… za którymi tak tęsknię w Europie. One wiedzą, że „mięśnie szczęścia rozwija się tak samo jak mięśnie kończyn i tułowia”. Dlatego z każdego uciążliwego, domowego obowiązku potrafią zrobić świetną zabawę, a przymus życia z wieloma współżonami swojego męża zamienić w pełen hałasu, tętniący życiem obóz harcerski (to określenie mimo wszystko wydaje mi się bardziej trafne i lepsze niż np. szkoła przetrwania) – zob. np. rozdział „Zmywanie naczyń w rzece”. One wiedzą, że „najwyższym celem życia kobiety jest szczęście” i nie tracą czasu na szukanie murów, by walić o nie głową. One wiedzą, że „są rzeczy, które mogą być zarazem prawdziwe i nieprawdziwe, i rzeczy, które nie są ani jednym, ani drugim” i nie zawracają sobie głowy docieraniem do wyimaginowanej prawdy. One wiedzą, że „jedną z podstawowych umiejętności kobiety jest sztuka lądowania”, a „najgorszą rzeczą dla kobiety jest odcięcie jej od natury, gdyż natura jest najlepszym przyjacielem kobiety”.

„Jeśli masz kłopoty, po prostu pływasz w rzece, kładziesz się na polu albo patrzysz w niebo, na gwiazdy. W ten sposób kobieta leczy swoje rany.”

One wiedzą również, że „piękną można być na wiele sposobów, a wojowniczość, przeklinanie, lekceważenie tradycji mogą czynić z kobiety osobę, której trudno się oprzeć”… ale nad tym kobieta pracuje całe życie. Wiedzą też, że „pytania niekoniecznie zadajemy po to, by uzyskać odpowiedź, lecz by samemu zrozumieć, co się z nami dzieje”. To ekspertki od strachu, od omijania świętej granicy hudud i wyszukiwania luk w Koranie, od tworzenia silnej osobowości, od marzenia… to czarodziejki, które koszmar życia w haremie potrafią zamienić w tętniącą życiem, gwarną i roześmianą… szkołę przetrwania (niech będzie!). To kobiety mądrości i nie należy im współczuć ani ich oceniać lecz dążyć, by być jak one.

Zobacz także:

Related posts

Leave a Comment