Dlaczego „Je ne suis pas Charlie”?!

Je ne suis pas Charlie

Przemówienie Ewy Kopacz (bynajmniej nie o górnikach). Tusk z Merkel w Paryżu. Po jednej stronie prezydent Palestyny, po drugiej – Izraela. Francuska tenisistka występuje w Pucharze Hopmana z napisem Je suis Charli. Nawet muzułmanie w Maroku Je suis Charli! To jakiś teatr? Wszystko to z powodu napadu na jakąś szmatławą gadzinówkę, o której nikt przed napadem nie słyszał? Ktoś musi wreszcie ugasić ten pożar w Paryżu i wysłać tych wszystkich rozjuszonych zwolenników wolności słowa do Korei Północnej, do Chin, do Pakistanu…

Ja też jestem przeciwko terroryzmowi. Też nie popieram zabijania. Też chciałbym pisać, co chcę. Ale Je ne suis pas Charlie! I mam nadzieję, że nigdy nie będę. Świat nie jest czarno-biały. Kto nie z nami, ten przeciw nam? To swoisty szantaż emocjonalny!

Śledztwo czy mistyfikacja?

Zaskoczyło mnie, że zaraz po zamachu media tak ochoczo okrzyknęły winowajcami muzułmanów. Podczas gdy sprawcy ulotnili się bez śladu i śledztwo właściwie utknęło w martwym punkcie. Wszyscy od razu wiedzieli, że to islamska robota… tylko ja nie wiedziałem. Bo niby skąd? Nikt się do zamachu nie przyznał. Nie było żadnego okrzyku: Allahu Akbar! To skąd ten trop? Chyba że to była teza, czyli twierdzenie które zakładamy sobie z góry a potem gromadzimy argumenty na jej poparcie… Niestety zginął muzułmański policjant, a to może zachwiać wiarę ogłupionego społeczeństwa, że wszystkich muzułmanów należy wyciąć w pień! A może zginął właśnie za swoje arabskie rysy twarzy? Przecież napastnicy mogli być syjonistami…

Nagle znajduje się samochód sprawców i… niesamowite! Jeden z zamachowców zgubił na miejscu swój dowód osobisty. Jasne! Przeszkoleni profesjonaliści, perfekcyjnie zamaskowani i nie marnujący kul… a tu taka wtopa. Żaden idiota nie zabierze ze sobą dowodu osobistego na taką akcję! Może jeszcze polisę ubezpieczeniową na wypadek śmierci? Tak oto sprytne służby francuskie trafiły na trop braci Kouachi. Zresztą wątpliwe żeby to faktycznie była robota braci. Przebranie miało z pewnością ukryć mało arabskie rysy twarzy napastników. Zaryzykuję stwierdzenie, że to syjoniści sami urządzili ten zamach, by zrzucić winę na muzułmanów. Sami podrzucili dowód osobisty do auta by zmylić trop. Martwi bracia już nam nic nie powiedzą… ale to nie pierwszy przypadek, kiedy syjoniści mordują z imieniem Allacha na ustach. Osławione ostatnio w mediach państwo ISIL to również dzieło syjonistów. Jego założyciel Simon Elliot aka al-Baghdadi został zdemaskowany przez irańskie media jako Żyd szkolony przez Mosad.

Potem zamach w sklepie koszernym. Znowu niepotrzebny epizod z muzułmańskim bohaterem, który kilka osób ukrył w chłodni i uratował im życie. Dziewczyna, która miała pomagać przy napadzie, rzekomo zbiegła udając jedną z zakładniczek. Ciekawe, bo władze Turcji potwierdziły, że od 2 stycznia jest na terenie ich kraju. Nie udało się jej wrobić?

W końcu wisienka na torcie. Komisarz policji Helric Fredou , który brał udział w śledztwie w sprawie ataku na redakcję francuskiego czasopisma brukowego „Charlie Hebdo”, popełnił samobójstwo. Faktycznie się zabił? Bo przerosło go to, co wiedział? Czy może ktoś postanowił mu pomóc i uciszyć go na zawsze?

Czym naprawdę jest „Charlie Hebdo”?

Media od razu okrzyknęły „Charlie Hebdo” gazetą satyryczną, nie oszczędzającą żadnej religii – ani Żydów, ani muzułmanów, ani chrześcijan. Mała poprawka – „Charlie Hebdo” tworzą właśnie Żydzi i żarty antysemickie miejsca w niej nie mają… O antysemityzm gazetę oskarżono tylko raz, kiedy obraziła samego Sarkozy’ego. Kilka lat temu syn ówczesnego prezydenta Francji ożenił się z Jessicą Sebaoun-Darty, która pochodzi z żydowskiej rodziny. Maurice Sinet, satyryk piszący i rysujący w „Charlie Hebdo” pod pseudonimem artystycznym „Siné”, komentował, że syn Sarkozy’ego wkrótce przejdzie na judaizm. Kiedy pojawiły się protesty, że wypowiedź miała charakter antysemicki, ówczesny redaktor „Charlie Hebdo” Philippe Val zażądał od satyryka publicznych przeprosin. – Prędzej odetnę sobie jaja – odpowiedział „Siné”. I został wyrzucony z „Charlie Hebdo”. Zaskarżył gazetę, że został bezprawnie zwolniony z pracy, i wygrał odszkodowanie w wysokości 40 tys. euro.

Charlie HebdoJeśli jestem w błędzie, to mnie państwo poprawcie. Ale jestem święcie przekonany, że zarówno polska konstytucja, jak również wszystkie inne konstytucje krajów europejskich zabraniają wszelkiej dyskryminacji na tle rasowym czy wyznaniowym oraz… obrażania uczuć religijnych. Czyż nie za obrazę uczuć religijnych trafił przed sąd niegdyś Nergal, który publicznie spalił Pismo Święte? Jak to się zatem stało, że pismo takie jak „Charlie Hebdo” w ogóle istniało na rynku? Że nie zostało zamknięte? Okropna gadzinówka, szydząca perfidnie ze wszystkich i ze wszystkiego! Trudno to nawet nazwać poczuciem humoru, bo to żart debilny!

Charlie Hebdo to bohater komiksu ukazującego się na łamach gazety o nazwie Harakiri, tej samej, którą sądownie zamknięto po aferze jaką rozpętała po pogrzebie generała De Gaulla. Gazeta odrodziła się… pod nowym tytułem. Atak bombowy na redakcję w 2011 roku nastąpił po tym, jak tygodnik  opublikował okładkę z rysunkiem proroka Mahometa z satyrycznym podpisem: „sto batów, jeśli nie umrzesz ze śmiechu”. Wybuch bomby zupełnie zniszczył biura tygodnika. Dodatkowo strona internetowa magazynu została zablokowana, a dziennikarzom wysyłano pogróżki. Ale redakcja nie ustąpiła: sześć dni po ataku z 2011 roku redakcja wypuściła numer, na którego okładce rysownik z „Charlie Hebdo” całuje brodatego muzułmanina. Nagłówek brzmiał: „Miłość silniejsza niż nienawiść”. Wówczas interweniował francuski rząd, który chciał nie dopuścić do publikacji. Z obawy przed zamieszkami, zamknięto ambasady, centra kulturalne i szkoły w 20 krajach. Działania magazynu otwarcie skrytykował minister spraw zagranicznych Francji, Laurent Fabius.

Dlatego zanim obwieścisz całemu światu na FB: Je suis Charlie! może warto sobie zadać pytanie – Czy „Charlie Hebdo” nie pluje również na mnie? Czy nie szydzi ze mnie, jako katolika/muzułmanina/prawosławnego? Czy nie obraża również moich uczuć religijnych? W kraju, gdzie mamy tylu chrześcijan, Je suis Charlie! powinni stanowić chyba margines? Jesteś za propagowaniem wizerunków Jezusa podczas seksu homoseksualnego? Chyba nie? Rozumiem, że wszyscy chcemy sprzeciwić się terroryzmowi (ja również). Że wszyscy chcemy wolności słowa i demokracji, ale ta wolność słowa i demokracja ma się skończyć w miejscu, gdzie zaczyna się wolność innych ludzi. Czyż nie? Rozumiem, że wszyscy jesteśmy przeciwko zabijaniu. Ale na Boga, to jeszcze nie znaczy, że jesteśmy za szykanowaniem innych religii i że Je suis Charlie!

Dziennikarze biją pianę…

Charlie HebdoJestem dziennikarzem. I każdy dziennikarz, jestem pewien, powie Wam to samo co ja. Rutynowe działania dziennikarskie, przy wydarzeniach takich jak zamach na redakcję „Charlie Hebdo” we Francji, przedstawiają się tak:

– najpierw ustalamy nazwiska wszystkich ofiar (jeśli w ogóle się sprawą zajmiemy, bo 12 ofiar nie brzmi jakoś spektakularnie; w dodatku nie zginęły żadne dzieci – taka jest brutalna prawda)

– potem maltretujemy ich rodziny i znajomych, żeby od nich wydrzeć tzw „przeżyciówki” – zdjęcia ofiar i wspomnienia, jacy byli za życia, chwytające za serce wyznania typu: Rano złapał w biegu kanapkę, nawet nie dopił kawy i więcej już go nie zobaczyłam nigdy…

– śledzimy wszystkie portale społecznościowe, co piszą na profilach ofiar ich znajomi i rodzina, sami wykorzystujemy media społecznościowe do nawiązywania kontaktów z ich znajomymi

– na uroczystości pogrzebowej kręci się więcej paparazzi niż żałobników.

W związku z powyższym, nie ma dziesiątek ofiar, nie ucierpiały dzieci, sprawa nie miała prawa nabrać takiego rozgłosu… chyba że od samego początku była celowo podsycana. Wybaczcie, ale ile osób (w tym dzieci) ginie codziennie w Palestynie? Ile w Syrii? I nikt z tego powodu nie wychodzi na ulice. To nie kolejne WTC!  Liczba 12 w odniesieniu do trupów nie jest żadną magiczną liczbą dla dziennikarzy. Gdyby to się chociaż wydarzyło na naszym własnym podwórku. Ale 12 trupów zagranicznych nie jest w stanie rozpętać afery. Na poparcie tego co piszę wspomnę, że zarówno „Super Express” jak i „Fakt” w dniu zamachu na swoich okładkach nie wspomniały o wydarzeniach z Paryża. Ważniejszy był dramat porzuconej prze Marcinkiewicza Isabel. Za to „Gazeta Wyborcza” symbolicznie użycza swoich stron „Charlie Hebdo”. Przewidywalne…

Ale idźmy dalej. Nie wydaje mi się, żeby rysownicy robili tzw dupogodziny w redakcji i przesiadywali tam całymi dniami. Oni zwykle pracują w domu. Interesujące, że tego dnia akurat wszyscy byli w pracy. Zwrócił na to uwagę pewien francuski dziennikarz podczas wywiadu dla TV, ale takich wywiadów nie warto przecież tłumaczyć…

Dalej. Zginęło 12 osób. Z czego poznaliśmy nazwiska tylko 6 rysowników i 1 policjanta (jak się potem okazało muzułmanina z Maroka). Nie wierzę w taką fuszerkę przy robocie. Gdzie są wszystkie nazwiska? Dlaczego nie mogę obejrzeć ich twarzy na zdjęciach? Podkreślam – WSZYSTKICH! Czemu ich rodzin nie widać w mediach? Bo oni żyją? Dostaną nowe tożsamości, nowe paszporty i wyjadą do Izraela? Czemu nie? Każda wersja jest możliwa.

W końcu pogrzeb. No czemu tak się opóźnia? Czemu? W końcu premier Izraela przerywa moją niepewność – ciała ofiar pojadą do Izraela i spoczną w Jeruzalem. Ha! Sprytnie… wywieziemy puste trumny i zrobimy wszystkich w balona.

Możecie być pewni, że jeśli media odstępują od wymienionego wyżej schematu działań, to jest coś grubymi nićmi szyte. Ostatnio to samo intuicyjne przeczucie miałem, kiedy BBC ogłosiło, że islamiści ścięli głowę amerykańskiemu dziennikarzowi – Jamesowi Foley. Śmierć dziennikarza potwierdził anonimowy przedstawiciel Białego Domu. Każdy dziennikarz wie, że nie ma czegoś takiego, jak anonimowy przedstawiciel Białego Domu. Szczególnie jeśli sprawa oficjalnie trafiła do mediów i chodzi o oficjalny komentarz oficjalnej instytucji. Czyli kto potwierdził? Znaczy nikt! Do sieci miało trafić nagranie z egzekucji. Ale od razu poinformowano, że oglądanie go będzie traktowane na równi z propagowaniem i popieraniem terroryzmu. Zaryzykowałam… jak zresztą kilka tysięcy innych internautów. To oni odwalili całą dziennikarską robotę i zdemaskowali mistyfikację. W rzeczywistości mężczyzna na nagraniu okazał się nędznie spreparowanym manekinem (kolor rąk znacznie różnił się od karnacji twarzy, z poderżniętego gardła nie trysnęła krew, brak skurczów pośmiertnych i cała masa innych niedociągnięć w tym teatrzyku). Ostatecznie nawet twarz człowieka na filmie nie przypominała rysów dziennikarza, a analiza znamion i znaków szczególnych ze zdjęcia potwierdziła, że to w ogóle nie ta osoba.

Rzekoma egzekucja Jamea Foley'a
Rzekoma egzekucja Jamea Foley’a

Media wówczas podobnie relacjonowały sprawę, jak po ataku na siedzibę „Charlie Hebdo”. Brak „przeżyciówek”, brak wypowiedzi rodzin i znajomych, a w końcu i  brak pogrzebu! Ktokolwiek ośmielił się zasugerować w sieci, że to oszustwo i w rzeczywistości dziennikarz żyje, od razu był równany z ziemią za brak szacunku dla rodziny ofiary. Kiedy prawda ujrzała światło dzienne a kompromitacja BBC stała się niezaprzeczalnym faktem, o sprawie zwyczajnie zapomniano. Wow! Koniec i cisza! Tylko smród pozostał, który ciągnie się wcale nie za niechlubną stacją, ale rzecz jasna za muzułmanami…

O co tak naprawdę chodzi?

Wszystko staje się klarowne, jeśli przypomnimy, że w czasie paryskich demonstracji przeciwko terroryzmowi miało odbywać się głosowanie za uznaniem wolnego państwa Palestyna przez Francję. A tymczasem…

Trzeba było wzniecić nastroje antymuzułmańskie, żeby znowu odwrócić oczy świata od prawdziwego terroru, jaki dzieje się każdego dnia w strefie Gazy. Najwięksi terroryści przyjechali do Francji protestować przeciwko terroryzmowi. Protestować oczywiście tak na niby… Co za hipokryzja? Jaki piękny teatr! W dodatku sztuka interaktywna i wciągnęła już cały świat! Taki piękny teatr…

Problem w tym, dziennikarze zwykle posługują się językiem angielskim, względnie francuskim, włoskim czy hiszpańskim. Media arabskie pozostają dla nich niedostępne. Dlatego też serwują nam tylko jednostronną prawdę. Prawdziwe dziennikarstwo jest już zresztą na wymarciu. Teraz już się nie jeździ, nie tropi, nie bada… teraz się przepisuje za agencjami prasowymi i innymi źródłami dostępnymi w internecie. W rezultacie jesteśmy skazani na to, co zaserwują nam anglojęzyczne media.

Inny problem. Myślę, że już czas najwyższy zacząć rozróżniać islam od jego nurtów ekstremalnych, które z islamem nie mają nic wspólnego. Dobrym krokiem naprzód byłoby wypracowanie nawyku nazywania muzułmanami wyznawców islamu, a ideologicznych (bądź nie) morderców – terrorystami, ekstremistami czy dżihadystami. Islam jest religią pokoju i błędem jest określanie kogoś, kto zabija wyznawcą ideologii, której przecież sam zaprzecza. Zresztą, terroryści rzadko wykazują jakiekolwiek „uczucia religijne”. Absolutna większość z nich odnajduje wahhabicki islam na krótko przed rozpoczęciem działalności terrorystycznej i to nie w ramach duchowych poszukiwań ani cudownego nawrócenia, ale w ramach politycznego buntu przeciw zachodniej polityce w krajach muzułmańskich. Niektórzy po prostu czują wewnętrzny imperatyw walki. Ale żeby walczyć potrzebują wroga (realnego lub wyimaginowanego) i ideologii, w imię której mogliby zaatakować. Może to banalne porównanie, ale dżihadyści są jak kibole. Oni po prostu chcą się bić, a podział na tych co z nami i tych, co przeciw nam, pozwala w sposób łatwy określić, kto jest wrogiem i sprecyzować powód, za jaki musi oberwać. Czy to znaczy, że piłka nożna jest zła? Czy to znaczy, że wszyscy kibice to tępe dresy z bejsbolami? czy dlatego należałoby zakazać grania w piłkę nożną a kibiców piłkarskich prześladować i szykanować? Co za różnica jaką ideologię obiorą sobie dżihadyści?

Ponieważ wszyscy Je suis Charlie stają w obronie demokracji i wolności słowa, mam nadzieję, że moją wolność słowa i poglądów również uszanują. Tak właśnie to wszystko widzę i nic na to nie poradzę…

Charlie Bucket

Zapisz

Related posts

One Thought to “Dlaczego „Je ne suis pas Charlie”?!”

  1. Marta

    Bardzo dobry artykuł!

Leave a Comment