Czesław śpiewa o emigrantach. Nostalgiczna recenzja z zagranicy

Czesław śpiewa, Księga Emigrantów

Czesiek nagrał nową płytę. O nas. O Polakach. O polskich emigrantach. O mnie! Całą płytę tylko o mnie! To jak mi się ma nie podobać? Wszyscy uwielbiają piosenki o sobie samych… Mocno się Cześkowi za tę płytę oberwało od internautów. Ale czemu? W sumie nie wiem… U mnie jest na liście krążków do nabycia w najbliższej przyszłości. I to na pozycji numer 1!

Czesiek doświadczenie w emigracji ma. Jak wyjechał do Danii był jeszcze smarkaczem. Czytam wywiad z nim i nie wierzę własnym oczom. Jak on to wspomina?! Jak on o tym opowiada??! Jakby przydarzyła mu się przygoda życia. Jakby na obóz przetrwania pojechał, a nie do ośrodka dla uchodźców… no, w sumie to może i była taka szkoła przetrwania. Mi się łza w oku kręci, jak sobie wyobrażam tego małego Cześka w tym obcym kraju, w tym ośrodku… aż by się chciało go przytulić, wziąć za rączkę i powiedzieć: Nie bój się Czesiu. Wszystko będzie dobrze. Bo przecież jest dobrze. Dziś już jest dobrze. Dziś jest wielki!

Mi też przytrafiła się przygoda życia, ale jakoś nie umiem w ten sposób na to patrzeć. ABW uznała mojego męża Marokańczyka za zagrażającego bezpieczeństwu Polski terrorystę (bez żadnych dowodów) i odmówiła mu prawa wjazdu do kraju. W związku z czym musieliśmy wyjechać całą rodziną – najpierw do Maroka, potem do Anglii. Cudzoziemcy są w Polsce traktowani jak śmieci. Polacy zagranicą są traktowani jak cudzoziemcy w Polsce. Taka karma. Zamknięty krąg. Wszystko powraca… W Anglii nas Polaków traktują podobnie, jak Polacy traktują ukraińskie sprzątaczki w Polsce.

W gorącym słońcu Casablanki, w czerwonym skwarze marokańskich dni, szukałeś cienia twego domu, który na długo z oczu znikł…

Całe życie mi mówili: Ucz się bo będziesz ulice sprzątać. Wzięłam to sobie tak bardzo do serca, że zaraz po magisterce siłą rozpędu machnęłam jeszcze doktorat.

Teraz pracuję jako wykładowca w Anglii… wykładam towar na półki w supermarkecie! Posadę opiekunki do psów niestety musiałam porzucić z racji panicznego strachu przed psami. I za co Cię kochać Polsko?!

Sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, Dżizus, ku*wa, ja pierdolę! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie! (Dzień świra)

Wyszło jak zawsze. Dzwonię po kolegach po fachu: Co wy tu robicie? Przecież musi być dla nas jakieś miejsce? Jakaś nisza, cicha przystań dla strudzonych wędrowców… Śmieją się: Nikt ci nie powiedział? Tutaj schowaj swoje dyplomy do kieszeni. Mgr-y magazyniery!

Tańczą ze szczotką na ulicy doktor i magister… Tango magister, tango profesor, długa nauka poszła w las…

I już stoję w jednym szeregu z dresiarzami, kibolami, kryminalistami i rzeźnikami. Dżizus, ku*wa, ja pierdolę! Niebieski mundurek, czepek na głowę, buty z blaszką w czubie… i od razu mniej inteligentnie, mniej pretensjonalnie, mniej wybitnie. Już się nie wyróżniam z tłumu. Już jesteśmy jedną masą. I kiedy nagle ten żul/kibol/dresiarz, otwiera przed tobą swoje serce i opowiada ci całe swoje życie, to nagle odkrywasz ze zdumieniem, że przecież to człowiek taki jak ty. Może i zabijaka, ale jaki wrażliwy. Redaktor strącony z piedestału uczy się miłości do bliźniego… Miłości do targetu.

Ile razy sobie i wszystkim wokół powtarzałam, że jestem tu gdzie jestem bo chcę, a nie dlatego że muszę? Że wcale nie tęsknię za Polską? I że już tam nie wrócę? Bo niby i do czego? I tylko Bóg jeden wie, co naprawdę myślę. Wyjechałam z tego gó*nianego kraju, żeby teraz umierać z tęsknoty za nim. Gó*niany to gó*niany… ale własny. Tam mi nikt przynajmniej nie powie, że jak mi się nie podoba to mam do siebie wypi**dalać. Nikt mnie nie wytknie palcem, że beneficiara, złodziejka i Bóg wie co jeszcze. – Marta, łobuzie! Co się życia czepiasz? – żartuje kolega. – Ty masz wszystko zagraniczne. Męża masz zagranicznego. Mieszkasz zagranicą. Pieniądze masz zagraniczne. Ty powinnaś być szczęśliwa!

Powiem wam jak się ośmielę, bo to bardzo głupi temat, tam wkurzała msza w niedzielę, tu mnie wkurza że jej nie ma! Tu wkurzają mnie pedanci! Tam wkurzały mnie niechluje! Wszystko mi się pomieszało i już nie wiem co ja czuję! Nienawidzę Polski! Nienawidzę cię Polsko!

Chcę polskich wiatraków! Chcę ogórków kiszonych, kapusty kwaszonej, polskiego chleba, białego twarogu! Chcę polskich książek! Polskiej muzyki! Chcę iść na grzyby! Chcę lepić bałwany! Chcę prawdziwych świąt z rodziną! Chcę pokłócić się z babą w okienku Poczty Polskiej! Chcę normalnych kontaktów! Chcę normalnie jeździć prawą stroną! Chcę nawet naszych dziurawych polskich dróg! Chcę się wku**iać na Kaczyńskich! Nienawidzę cię Polsko!

Chciałbym wrócić, lecz nie mogę bo cię kochać nie umiem!

W Polsce mówili do mnie: Pani redaktor. Teraz byle żul, który nie opanował sztuki liczenia, pisania i czytania na poziomie gimnazjalnym, pohukuje na mnie: Faster! Faster! Faster! Fucking polish people!

Tango profesor, tango docencik, w kraju ważniaki, tutaj śmieć. Plącze się taki, pęta i kręci, żeby na życie kasę mieć…

Dla nich wszyscy jesteśmy murzynami. Siedzą tacy ważni, nadęci, próżni… Lepsi bo produkt krajowy. Made in England. Niczym poganiacze bydła. Nie wyrywają się do pracy. Siedzą i mielą jęzorami. Polak przyniesie, Polak zrobi, Polak posprząta, Polaka się wyśle na najcięższą robotę, Polaka się wyśle w największy gn*j, Polak się nie będzie brzydził, Polak się może pobrudzić, Polak nie potrzebuje żyć długo i zdrowo, Polak przyjechał pracować to niech pracuje… niech pracuje za dwóch, za trzech, a nawet za czterech. Bo przecież ktoś musi pracować za tych co siedzą i mielą jęzorami.

Anglik Polakowi poganiaczem. Polak Polakowi katem. Nawet jeśli nie zaszkodzi, to i nie pomoże… żebyś chociaż nie zarobił więcej niż on, żebyś nie dostał szybciej kontraktu… Ci, co pomóc by chcieli, boją się pomagać. Zbyt wiele razy dostawali po du*ie. Podwieziesz kogoś do pracy, a on ci potem potnie opony. Bo czemu zwolnili jego a nie ciebie? Klasyka. W Bridport (Dorset) jest fabryka siatek. Płacą za każdą wykonaną sztukę. Polacy Polakom wylewali coca-colę na wykonane już siatki, żeby im nie zaliczyli i nie zapłacili. W fabryce serów koło Dorchester ciężarna Polka przysiadła na krześle. Jej praca nie wymagała stania. Polak menager odebrał jej taboret i kazał przynieść zaświadczenie od lekarza, że faktycznie musi siedzieć. Potem już nie siadała. Takich historii jest mnóstwo…

Trzymaj się Polaku z dala od rodaków! Trzymaj się Polaku z dala od rodaków! Zagranicą nie ma zmiłuj się! Nie myśl nie daj Boże, że ci ktoś pomoże…

Trzeba już iść spać. Dość tego zgrzytania zębami. O świcie znów podjedzie bus i zabierze nas roboli do naszych „kamieniołomów”. Elka znowu wrzuci płytę Czerwonych Gitar i przez chwilę będzie jak w domu – przaśnie, buraczano, kiczowato… przyjemnie polsko.

Tam się stałem abnegatem, tu się staję patriotą!

Do poduszki jeszcze obrzydliwie bogoojczyźniana Moja Piosnka II. Tak, ta sama, którą nas katowali w szkole. Wtedy nudziła do wyrzygania. Teraz ściska za serce…

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba, tęskno mi Panie…

Tylko tego kraju już nie ma. Została Polska dresiarzy, kiboli, narodowców, pijaków, cwaniaków, karierowiczów… Tej Polski, za którą się tęskni już nie ma…

Kocham cię, kocham cię, kocham cię… i nienawidzę, Polsko!

Ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie… (Mickiewicz)

Zobacz także:

Related posts

Leave a Comment