Chrześcijanie w Maroku

Kościół i meczet w Ouarzazate (Fot. Groundhopping Merseburg / Flickr)

Kościoły chrześcijańskie wyrastają wszędzie tam, gdzie pojawiają się chrześcijanie. Nic dziwnego, że wyrosły również w Maroku. Miały być odpowiedzią na zapotrzebowania duchowe coraz to liczniejszych osadników z Europy. Wbrew internetowej propagandzie o prześladowaniach chrześcijan w Królestwie Maroka, ich budowa nie została w żaden sposób okupiona krwią.

Znaczna większość kościołów została tu wybudowana jeszcze w czasach kolonizacji francuskiej, a gdy nastał jej kres, zwyczajnie opustoszała. Powoli niszczeją… aż zawalą się same. Wciąż stanowią własność Watykanu, więc Marokańczycy nie mogą ich uratować. Watykan zaś zdaje się o nich zupełnie zapomniał (wyjątek stanowi katedra w Casablance, którą stolica papieska podarowała Królestwu; po gruntownym odremontowaniu dziś to cudowne centrum krzewienia kultury).

Kościół w Essaouira (Fot. Groundhopping Merseburg / Flickr)
Kościół w Essaouira (Fot. Groundhopping Merseburg / Flickr)

W Maroku możemy spotkać nie tylko chrześcijańskie kościoły, ale również chrześcijańskie cmentarze. Aby móc je spokojnie zwiedzić, bez gderania upierdliwej dozorczyni za uchem, lepiej schować aparat fotograficzny (i tak 3/4 kadru zajmie podparta pod boki dozorczyni) i udawać, że szukamy grobu kogoś z rodziny. Warto też uważać na psy, które są tu powszechnie wykorzystywane do pilnowania różnych nekropolii (nie zawsze tylko w nocy, i nie zawsze uwiązane na sznurku).

Opuszczony kościół i cmentarz katolicki w Kenitrze (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Opuszczony kościół i cmentarz katolicki w Kenitrze (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Miałam pisać zupełnie o czymś innym… nooo, może nie zupełnie o czymś innym ale zupełnie inaczej. Jednak po małym research-u w internecie ostatecznie zapieniłam się i zmieniłam zdanie. Nie jestem muzułmanką, niemniej muszę stanąć w obronie islamu, by propaganda nienawiści pana Tomasza Terlikowskiego i Jemu podobnych „rycerzy Jezusa” nie zadała kłamu i krzywdy wyznawcom doktryny Mahometa. Nie czuję się w żaden sposób prześladowana w Maroku. Nawet w Ramadanie! Nikt nie patrzy na mnie „jak na rzadkiego zwierzaka”, jak to relacjonuje w swoim artykule „Chrzest w wannie. Czyli misjonarz w Maroku” Mirosław Kropidłowski. Wręcz przeciwnie, wszyscy się do mnie uśmiechają, a po zachodzie słońca dzielą się ze mną tym, co mają. Bezzębne dziadunie w pociągu odkrawają plastry mortadeli, wyciągają świeże daktyle i podtykają mi pod nos. Nie pytają o wyznanie! Nie każą recytować Szahady! W kuchni zawsze czeka na mnie gotowe śniadanie. Trudno traktować fakt, że jem w odosobnieniu, jako przejaw dyskryminacji. Sama czułabym się niekomfortowo, gdyby wszyscy patrzyli jak ja się obżeram, kiedy oni poszczą. Zdecydowanie wszystkim polecam Maroko w Ramadanie! I zdecydowanie odradzam prowadzenie wszelkiej niezalegalizowanej działalności misyjnej. Ale to akurat nikogo nie powinno dziwić. W Polsce też na wszystko trzeba mieć kwity. Ewangeliczny Kościół Maroka został uznany przez rząd i ma się dobrze. Nikt go z Królestwa nie wyrzuca. Dlaczego? Bo zalegalizował swoją działalność…

Kościół w Rabacie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Kościół w Rabacie (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Tomasz Terlikowki w swoim artykule pod tytułem „Ramadan – czas męczeństwa chrześcijan” roztacza przed nami wizję zupełnie niezwykłą! Może powinien stanąć w konkury z Deanem Koontzem i Stevenem Kingiem bo opisany przez niego horror robi naprawdę wrażenie. I podobnie jak powieści Koontza i Kinga można go wsadzić między bajki. Według pana Terlikowskiego chrześcijanie są w czasie Ramadanu prześladowani, wtrącani do więzień a nawet mordowani. Nie będę się wypowiadać na temat Pakistanu bo islam w wykonaniu Pasztunów to nie islam, a przypisywanie wszelkich działań ekstremistów całemu środowisku muzułmańskiemu jest perfidną manipulacją! Aresztowania chrześcijan podobno miały miejsce również w Egipcie… głównie za publiczne spożywanie posiłku. Nie twierdzę, że ci ludzie zasłużyli na areszt. Stawiam tylko pytanie – jakim trzeba być ignorantem i pozbawionym wszelkiej dobrej woli prostakiem, żeby tak ładować się do obcego świata i brudnymi buciorami deptać po tym, co dla tubylców jest sacrum, co święte, co boskie… Są ludzie, którzy uwielbiają drażnić się z muzułmanami i ostentacyjnie jeść i pić na ich oczach w czasie postu. Sama takich spotkałam. Uważają to za świetny żart i powód do przechwalania się wśród znajomych. Skoro więc wpakowali się w tarapaty, to zawdzięczają to tylko swojej głupocie. Nie zamierzam im współczuć…

Kościół w Saidia (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Kościół w Saidia (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Pan Terlikowski najwyraźniej czuje się świętszy od papieża, bo wylewa pomyje nawet na dialogistów Kościoła, którzy zapewniają, że islam jest religią pokoju i miłości. Jeśli nie uznaje on nawet autorytetu Kościoła, do którego sam należy, trudno mi z nim polemizować. Sam dla siebie jest największym autorytetem… Bywa i tak. Zostawmy już to. Jeszcze tylko klika słów o deportacjach chrześcijan z Maroka, jakie miały miejsce w zeszłym roku. Chrześcijan nie wydalono za to, że są chrześcijanami, ani nawet za to, że prowadzili oni działalność misyjną. Wydalono ich za prowadzenie nielegalnej działalności. Sprawa zwykle staje się drażliwa, jeśli w grę wchodzą dzieci. A tu właśnie chodziło o dzieci (co się oczywiście pomija milczeniem). „Misjonarze” ci próbowali werbować muzułmańskie dzieci w szkołach. Już widzę to święte oburzenie, jakie by wybuchło, gdyby miejsce miała sytuacja odwrotna – muzułmańscy misjonarze islamizujący chrześcijańskie dzieci w Polskich szkołach. Prawdopodobnie doprowadziłoby to do kolejnej wojny krzyżowej pod Pałacem Prezydenckim. Zatem punkt widzenia zależy tylko i wyłącznie od punktu siedzenia. Żadna matka nie życzy sobie by jakaś nielegalna, podziemna organizacja religijna (może nawet sekta) prała mózg jej dziecka!

Kościoły w Mohammedia i w Asilah (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Kościoły w Mohammedia i w Asilah (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

W Maroku wolno praktykować religie inne niż islam, jednak prawo zabrania nawracania muzułmanów na inne religie bez wcześniejszego zezwolenia. To żadna dyskryminacja. Bez państwowej licencji także muzułmanin nie może ogłosić się imamem, otworzyć meczetu czy rozpocząć nauczania. Kościoły można jednak stawiać bez najmniejszych przeszkód. W Polsce nie jesteśmy aż tak życzliwi dla muzułmanów, jak oni dla nas, o czymś świadczą chociażby bojkoty towarzyszące budowie nowego meczetu w Warszawie. Od innych wymagamy tolerancji. Ale sami nie jesteśmy tolerancyjni…

Inna sprawa, że w ostatnich latach w Maroku mnożą się amatorskie misje chrześcijańskie, które bez żadnego przygotowania nawracają muzułmanów… a przy okazji wpędzają w kłopoty miejscowych chrześcijan, którzy wcześniej żyli w zgodzie z władzami. Zwykle, świadomi miejscowego prawa, działają po kryjomu i nawracają pod przykrywką uczenia języków obcych. Tacy misjonarze nie podobają się nawet miejscowym władzom kościelnym. Arcybiskup Rabatu Vincent Landel jest im zdecydowanie przeciwny: Działając wbrew prawu, ludzie ci tylko utrudniają życie Kościołowi katolickiemu w całej Afryce Północnej.

Kościół i meczet w Oujda (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)
Kościół i meczet w Oujda (Fot. Marta El Marakchi © All rights reserved)

Konkludując – mam dość bzdur o prześladowaniach chrześcijan w Maroku. Tania sensacja zawsze lepiej sprzedawała się od prawdy. Prawda zwykle jest mało medialna… Oujda to mój ulubiony przykład. To miasto na północnym-wschodzie Maroka, tuż przy granicy z Algierią. Słynące z największej liczby meczetów w całym Królestwie (jaka to liczba, napiszę Wam, jak skończę liczyć…). To również jedyne miasto w Maroku, gdzie obok siebie na tym samym placu stoi kościół i meczet. Stoją tak od wielu lat i jakoś się nie gryzą. Taki stan rzeczy wydaje się wszystkim zupełnie naturalny. Nikt się nie dziwi, że gdy ucichnie śpiew muezina rozlegają się kościelne dzwony. Harmonia, pokój i koegzystencja… Ale to za mało medialne. Po co o tym pisać? Historia o chrześcijanach w pakistańskich więzieniach sprzeda się tysiąc razy lepiej…

Related posts

Leave a Comment