15 LUTY. Wyznawcy Johna Fruma czekają na Jego powrót. To już dziś?

John Frum powrócił? (Fot. Kristopher Radder)

Na wyspie Tanna, należącej do Republiki Vanuatu (państwo w Oceanii, położone na 83 wyspach Nowych Hebrydów) żyje plemię Yaohnanen, dla którego obiektami religijnego kultu są… pewien amerykański żołnierz oraz książę Filip (mąż brytyjskiej królowej Elżbiety II)!

W obecnej Republice Vanuatu podczas II Wojny Światowej stacjonowały wojska amerykańskie. Jednym z żołnierzy miała być postać zwana przez tubylców Johnem Frumem (niekiedy Johnem Brumem). Nie wiadomo czy rzeczywiście istniał ktoś taki jak John Frum, którego nazwisko mogło powstać ze zniekształconego „John from (America)” (John z Ameryki), co tubylcy mogli słyszeć od żołnierzy US Army stacjonujących podczas wojny. Nazwisko Frum jest rzadkie w świecie anglojęzycznym, nie pojawia się w brytyjskich cenzusach, ani z 1851, ani w 1901. Może pochodzić od John „Frumm” lub „Frumme” lub „Fromme” dość popularnych nazwisk wśród Żydów i Niemców (fromm – pobożny).

John Frum czasem jest opisywany jako biały, czasem jako czarny. Jeden z rozmówców Davida Attenborough opisywał go w następujący sposób: Wygląda jak ty, ma białą twarz, jest wysoki i żyje w Ameryce Południowej. Frum miał obiecać wyspiarzom dobrobyt i pieniądze. Z czasem wokół tej legendarnej postaci powstał kult mówiący, że należy pozbyć się wszystkich symboli cywilizacyjnego życia i wrócić do swych dawnych zwyczajów. W nagrodę za to biali ludzie mieli opuścić wyspę, zostawiając cały swój dobytek (domy, samochody, ubrania) tamtejszej ludności. Faktycznie, po wojnie żołnierze zwinęli się z wyspy, ale najwyraźniej nie zostawili po sobie zbyt wiele bogactw skoro wyznawcy kultu, licząc na to, że w końcu przyleci samolot z dostawą kolejnych prezentów, malowali na ziemi wielkie pasy startowe oraz konstruowali atrapy pojazdów, jakimi poruszali się biali.

Na wyspie Tanna w okolicy Sulphur Bay funkcjonował kult boga o imieniu Kerapenmun, związany z wygasłym wulkanem Mount Tukosmeru. Atrybuty tego boga prawdopodobnie wpłynęły na rozwój ruchu Johna Fruma. Tubylec o imieniu Manehivi, jako John Frum, miał zainicjować kult pojawiając się wśród ludzi i czyniąc obietnice pojawienia się domów, ubrań, jedzenia, i środków transportu. Zapowiedział początek nowej ery, podczas której wszyscy biali ludzie, łącznie z misjonarzami opuszczą Nowe Hebrydy i wtedy miejscowi będą mogli korzystać z dóbr dostępnych dotąd tylko białym. Żeby to mogło się wydarzyć ludzie z Tanna powinni odrzucić wszystkie aspekty europejskiego społeczeństwa (pieniądze, szkolną edukację, chrześcijaństwo, pracę na plantacjach kopry) i powrócić do tradycyjnych obyczajów (określanych w języku pijin jako kastom).

John Frum Day

W 1941 wyznawcy Johna Fruma pozbyli się pieniędzy, porzucili misyjne kościoły, szkoły, wsie i plantacje i ruszyli w głąb wyspy, by świętować tradycyjne obyczaje organizując uczty, tańce i rytuały. Ruch zyskał na popularności podczas wojny, kiedy 300 000 żołnierzy amerykańskich stacjonowało w Vanuatu. Wyspiarze byli pod wrażeniem zarówno egalitaryzmu panującego wśród żołnierzy, jak i widocznego dobrobytu jakim się cieszyli oraz potęgi armii. Zaczęli uważać popularne wśród białych postacie takie jak Wuj Sam, Święty Mikołaj i Jan Chrzciciel za mityczne istoty, które obdarują wyspiarzy bogactwem cargo. Wyznawcy Johna Fruma wierzą, że powróci On 15 lutego (nie jest znany rok), który jest obchodzony na Vanuatu jako Dzień Johna Fruma. W 1957 przywódca ruchu Johna Fruma, Nakomaha, stworzył Tanna Army pozbawioną przemocy, rytualną armię, która organizowała parady na wzór wojskowych. Członkowie Tanna Army malowali twarze w rytualne kolory i nosili białe koszulki z literami T-A USA (Tanna Army USA). Te parady wciąż mają miejsce każdego 15 lutego.

Kult Johna Fruma został wzmocniony przez powojenny napływ turystów i dobrobytu. W późnych latach 70. wyznawcy Johna Fruma przeciwstawili się utworzeniu niepodległej, zjednoczonej republiki Vanuatu. Mieli zastrzeżenie wobec rządu centralnego, który jak się obawiali będzie preferował zachodnią modernizację i chrześcijaństwo w miejsce lokalnych obyczajów. Ruch Johna Fruma stał się partią polityczną pod przywództwem Songa Kespai. Kult jest wciąż żywy. W dzień Johna Fruma w lutym 2007 Ruch Johna Fruma świętował 50. rocznicę powstania. Isaak Wan Nikiau jego przywódca wciąż wierzy w Johna Fruma. Jak podaje BBC powiedział, że John Frum „był naszym Bogiem, naszym Jezusem” i kiedyś powróci.

Krzyż John'a Frum'a, Tanna1967 (Fot. Tim Ross)
Krzyż Johna Fruma, Tanna1967 (Fot. Tim Ross)

Mimo że John Frum ma jeszcze kiedyś powrócić, lud Yaohnanen miał okazję poznać jego potomka. Białoskórym synem ducha gór okazał się być mąż królowej Elżbiety II – książę Filip. Stało się to zaraz po jego oficjalnej wizycie w 1974 roku (prawdopodobnie przedstawiciel plemienia był naocznym świadkiem uroczystości). Książę dowiedziawszy się o kulcie, kazał przekazać wyznawcom trzy fotografie swojej osoby, które oczywiście stały się dla Yaohnanen najprawdziwszymi relikwiami…

Według lokalnych wierzeń książę jest potomkiem pradawnego ducha z pobliskich gór i jako taki ma status boga. Geneza tego kultu sięga lat 60-tych XX wieku, kiedy to Vanuatu było angielsko-francuską kolonią znaną pod nazwą Nowe Hebrydy. Mieszkańcy wyspy od wieków przekazywali sobie legendę o synu górskiego ducha, który przybędzie zza mórz, będzie miał białą skórę i poślubi wszechwładną kobietę. Mit zaczął przybierać realne kształty, gdy tubylcy zauważyli cześć, jaką kolonialni urzędnicy oddają księciu Filipowi i królowej Elżbiecie, wieszając ich portrety na ścianach rządowych placówek.

Znaczek z Królową Elżbietą (Fot. John Flannery)
Znaczek z Królową Elżbietą (Fot. John Flannery)

Dodatkowo nieświadoma niczego para królewska złożyła na Vanuatu oficjalną wizytę w 1974 r., czym jeszcze bardziej umocniła nietypowe wierzenia miejscowych. Książę Filip w końcu jednak dowiedział się o kulcie własnej osoby i od tego czasu okazjonalnie wysyła do starszyzny plemienia Yaohnanen swoje zdjęcia, które na wyspie Tanna uchodzą za najświętsze relikwie.

Related posts

Leave a Comment